14
12
16

Jak łatwiej zdobyć fanów: na YouTube, czy na blogu?

Ostatnio na fanpage bloga Why so social na FB trafiłem na krótką dyskusję na temat rzekomej wyższości YouTube’a nad blogami. Zainspirowany tym, co przeczytałem, postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Zanim jednak do tego przejdę, chciałbym polecić Wam do przeczytania mój artykuł z 2010 roku zatytułowany „Dlaczego wchodzę w blogowanie wideo i Wam też to radzę?”. Napisałem wtedy:

Bo uważam, że kto nie zacznie tego robić teraz, ten przegapi sporą szansę, jaka jest przed nami.

Filmy na YouTube zacząłem publikować mniej więcej w 2010 roku. Początkowo głównie na kanał Drewno Zamiast Benzyny powiązany z blogiem o tej samej nazwie (założonym w 2003 r.). Potem parę materiałów wideo opublikowałem także tutaj, na tym blogu, robiąc po prostu filmy typu Q&A, z odpowiedziami na Wasze pytania. Łącznie powstało tych materiałów tylko sześć.

Dziś jednak chciałbym skupić się na przykładzie innego bloga, który prowadzę (czy w zasadzie współtworzę). Bo również w 2010 roku powstał blog Domowy Survival, który prowadzę z kolegą do dziś. Latem 2014 roku uznaliśmy, że oprócz materiałów tekstowych na blog będziemy również publikować regularnie materiały wideo na YT, na kanale o tej samej nazwie, który powstał trochę wcześniej, ale nie był za bardzo wykorzystywany.

I na przykładzie tego bloga chciałbym Wam pokazać, jaka jest różnica w budowie zasięgu za pomocą bloga i za pomocą ekosystemu YT.

Piszę o ekosystemie YouTube, bo YouTube nie jest tylko serwisem do hostowania filmów. Jest czymś dużo większym, dużo bardziej zaawansowanym. To miejsce, w którym ludzie bywają i oglądają filmy. Gdzie te filmy są im polecane przez algorytm w oparciu o dane na temat tego, kim są, co lubią i co chętnie oglądają. Gdzie toczą się dyskusje, mają miejsce tzw. „dramy” (scysje między twórcami), gdzie są kanały o milionowych widowniach.

Patrząc na to zestawienie widzimy, że największy polski kanał SA Wardega (z tzw. „prankami”) ma niemal 3,5 mln subskrybentów. Drugim w kolejności jest kanał Abstrachuje z filmami komediowymi. Trzeci zaś to kanał Rezigiusza, na którym pojawiają się głównie tzw. „gameplaye” (czyli filmy, na których widać, jak Rezi gra w grę). Obydwa kanały mają ponad 2 mln subskrybentów. Top 10 polskiego YouTube zamyka kanał z 1,3 mln subskrybentów. Ale żeby nie było, są tam też treści wykraczające poza prostą rozrywkę — w Top10 jest też kanał 5 sposobów na… (ponad 1,9 mln subskrybentów), w którym są bardzo użyteczne treści typu „zrób to sam”, choć także podane w humorystycznym sosie.

Subskrypcja na YouTube jest czymś w rodzaju subskrypcji kanału RSS na blogu, albo polubienia czyjegoś fanpage. Osoba będąca subskrybentem wyraża chęć oglądania większej liczby materiałów danego twórcy, niestety nie do końca ma to przełożenie na informowanie przez YT o nowych jego filmach. To działa dobrze dopiero przy włączeniu wszystkich powiadomień z danego kanału.

Wspominam o tym dlatego, że liczba subskrybentów robi ogromne wrażenie, ale nie ma prostego przełożenia na liczbę odsłon filmów danego twórcy. Zwłaszcza, jeśli produkuje on filmów bardzo wiele. Można mieć popularny film i nie mieć subskrybentów. Można mieć wielu subskrybentów, a liczbę odsłon nowych filmów mieć dużo mniejszą, niż liczbę subskrypcji.

Budowa zasięgu na YT i na blogu

No dobra, przejdźmy po tym wstępie do meritum, czyli do porównania budowy zasięgu bloga i kanału YT na przykładzie Domowego Survivalu właśnie. Zasięgu liczonego liczbą odsłon filmów lub odsłon podstron na blogu.

W chwili obecnej, nasz blog ma ok. 3,58 mln odsłon (page views) oraz 1 113 tysięcy unikalnych odwiedzających. Miesięcznie (dane za ostatnie 30 dni) notuje ok. 33 000 unikalnych odwiedzających. Kanał na YouTube ma w tej chwili ok. 3,2 mln wyświetleń filmów oraz niecałe 25 000 subskrybentów.

Te liczby są podobne, prawda? Liczba wyświetleń filmów jest bardzo podobna do łącznej liczby odsłon na blogu. Również liczba subskrybentów jest tego samego rzędu, co liczba UU w miesiącu (choć moim zdaniem należy te liczby porównywać ze sobą bardzo ostrożnie i z umiarem).

Pytanie tylko, jak dużo wysiłku trzeba było włożyć, żeby to osiągnąć.

W tej chwili na blogu mamy opublikowanych prawie 500 artykułów, a na YT publicznych ponad 130 filmów. Nakładu pracy na wytworzenie jednego filmu nie da się porównać do nakładu pracy na napisanie artykułu. Nawet najprostsze filmy nagrywane przeze mnie na tle ściany w mieszkaniu wymagają co najmniej 1-3 godzin pracy na:

  1. uporządkowanie miejsca pod ścianą,
  2. naszykowanie sprzętu (statyw, lampy, aparat, mikrofon),
  3. nagranie materiału,
  4. zrzucenie wideo z aparatu i audio ze smartfona,
  5. montaż,
  6. wyeksportowanie (wyrenderowanie) gotowego pliku wideo z programu do montażu,
  7. wrzucenie na YouTube,
  8. opisanie wrzuconego filmu — tytuł, opis, tagi, etc., dodanie kart, ekranu końcowego,
  9. wrzucenie filmu na blog.

Zaś napisanie prostego tekstu na blog zajmuje mi pół godziny, jeśli wiem dokładnie o czym piszę i nie muszę szukać źródeł na potwierdzenie moich słów.

Porównajmy jeszcze zasięgi pojedynczych nowych materiałów.

Filmy opublikowane w listopadzie i grudniu miały średnio do tej chwili ok. 13 200 wyświetleń. Materiały na blogu opublikowane w tym samym czasie miały niecałe 5 700 odsłon. ŁĄCZNIE! Trzeba zaznaczyć, że w tym okresie na blogu pojawiały się wyłącznie materiały z filmami wideo obecnymi także na YT. Można więc przyjąć, że niewielka część osób widząc na fanpage informację o nowym materiale (kierującą do bloga), zamiast wchodzić na blog i odtwarzać film umieszczony we wpisie, od razu kierowało się na kanał na YT.

YT już dawno wyprzedził blog pod względem miesięcznej liczby wyświetleń/odsłon. Już w styczniu 2015 r. na YT mieliśmy prawie 77 000 wyświetleń, a na blogu wtedy nieco ponad 76 000 odsłon.

Ekosystem YT kontra blog

Siłą YouTube jest to, że serwis ten stanowi sam z siebie ekosystem do dystrybucji treści. Jest przecież drugą największą wyszukiwarką na świecie. Mocno powiązaną z tą pierwszą największą — filmy z YouTube bardzo często trafiają wysoko w wyniki wyszukiwania na interesujące nas hasła.

YouTube dla wielu użytkowników dzisiejszych komputerów jest czymś w rodzaju telewizora. Ja sam, mając lat 33, jeśli mam ochotę zjeść obiad przed jakimś migającym obrazkiem, włączam właśnie YouTube, a nie telewizor.

Ponieważ YouTube jest tak popularny, działanie w tym ekosystemie może przynieść dużo lepsze efekty, niż działanie poza nim, w formie pisania bloga. Blog też zdobędzie po jakimś czasie popularność (jeśli jest wartościowy). Ale też nie będzie się to odbywać w próżni. Na blog ludzie będą trafiać z wyszukiwarek. Będą go sobie polecać nawzajem w mediach społecznościowych, jak choćby na Facebooku. Budowa zasięgu w oderwaniu od tych narzędzi i pól dystrybucji treści jest bardzo trudna. Czy nawet — możliwa wyłącznie teoretycznie.

Ale YouTube też jest z punktu widzenia demografii dość specyficzne. Chciałbym w tym miejscu polecić Wam bardzo fajny artykuł Michała Góreckiego p.t.: „Fan czy widz, czytelnik?”, opowiadający nieco z innego punktu widzenia o różnicach między budową społeczności widzów i czytelników, wynikającej właśnie z tej specyficznej demografii.

Osobiście tego na Domowym Survivalu nie widzę. Patrząc w raporty demograficzne na YT mamy 2/3 widowni 25+ (najsilniejszą grupą jest 25-34, licząca ok. 40% widzów). Na blogu (wg bardzo mało wiarygodnych danych z Analytics, no ale innych nie mam) mamy 84% widowni 25+ (przy czym Analytics nie podaje w ogóle danych dot. grupy poniżej 18 r.ż., jakby tacy ludzie w ogóle na blog nie wchodzili).

Dlatego podpisuję się raz jeszcze pod tym, co powiedziałem w 2010 r. Warto działać na YouTube, bo w ten sposób można bardzo wiele osiągnąć. A jeśli macie problemy z tym, żeby zacząć, zobaczcie ten materiał z zeszłego roku. Warto!

Autor:Krzysztof Lis | Tagi:
Wpisy powiązane tematycznie:

15 komentarzy do artykułu “Jak łatwiej zdobyć fanów: na YouTube, czy na blogu?”

  1. Jak dla mnie lepszym rozwiązaniem jest blog. Nie wiem czy znalazłabym czas jeszcze na tworzenie kanału na YT. I to w sposób profesjonalny. Tematykę związaną z rozrywką, analizą giełdową, zarabianiem, itp. w bardziej atrakcyjny sposób można zaprezentować w formie wideo i mam wrażenie, że w tym przypadku to blog jest tylko dodatkiem do YT, a nie odwrotnie. Są pewne projekty, które trudno zaprezentować na YT, a jedyną formą pozostaje pisanie bloga. Zdaję sobie sprawę, że znajdą się opinie, że wszystko można sprzedać i prezentować na wielu kanałach. Oczywiście, że im więcej form komunikacji z odbiorcą, tym większe szanse na pozyskanie szerszego grona użytkowników.

  2. Ja bardziej preferuję pisanie na blogu. Głównym tego powodem jest mniejszy wysiłek jaki trzeba włożyć w napisanie artykułu i szybkość osiągania konkretnego efektu. Nawet w niesprzyjających warunkach np. przy słabym oświetleniu można napisać artykuł. W przypadku nagrania filmu byłoby to duże utrudnienie. W czasie przygotowywania stanowiska lub czekania na odpowiednie warunki do nagrywania napisałbym nawet parę artykułów. Blog daje większa elastyczność w zdobywaniu popularności np. w pozycjonowaniu na określone frazy.

  3. W moim przypadku jedno bez drugiego nie istnieje. I z bloga trafiają do mnie klienci i z YouTube.

  4. Dziękuje za informację, od jakiegoś czasu prowadzę bloga i myślę o założeniu konta na YouTube.

  5. Wydaje mi się że mimo wszystko prowadzenie kanału na YT jest trudniejsze. Wymaga na pewno wiecej czasu no i na blogu łatwiej sie „schować”, a na YT jednak czyni się pewnego rodzaju towarem także swoją twarz…

  6. Super artykuł, chętnie bym poczytała o promocji na instagramie, gdyż tam chce wypromować swoją firmę, więc zachęcam do utworzenia takiego wpisu. 🙂

  7. Też myślę o YT. W jaki sposób wypromować taki kanał od początku?

  8. Nie można generalizować…wydaje mi się, że wszystko zależy od branży. Sprzedając np. kosmetyki warto prowadzić bloga i YT, natomiast doradcy leasingowemu wystarczy blog.

  9. Witam Pana
    Z własnego życia: ten blog jako pierwszy odkryłem w formie tekstowej, a Pański drugi o survivalu z wideo. Także pół na pół 🙂

  10. Moim zadaniem YouTube jest lepszą formą promocji, ponieważ w dzisiejszych czasach ludzie bardzie wybierają tą formę bo jest prostsza w odbiorze. Czytanie nie jest domeną przeciętnego człowieka

  11. Bloga łatwiej wypromować. Jest on elastyczny jeśli chodzi o pozycjonowanie. Następną zaletą jest to że mniej wkładu trzeba aby napisać artykuł.

  12. Interesujący artykuł. Jeden z lepszych na ten temat. Ciekawą opcją jest prowadzenie bloga i przy okazji kanału na youtube. Na początku jest ciężko, co wiadomo nie od dzisiaj ale mając pomysł i chęci wszystko jest możliwe.

  13. Niestety lub stety na wszystko trzeba mieć dobry pomysł. Dobry pomysł potrafi obronić się sam i znajdzie użytkowników czytających/oglądających materiały.

  14. Jak dla mnie najlepszym wyjściem jest połączenie bloga z kanałem na YouTube. Jak sam pokazałeś filmy z listopada i grudnia miały 13 200 wyświetleń, zaś materiały na blogu 5 700 odsłon. Gdybyś robił tylko jedną z tych rzeczy to miałbyś albo 5 700 mniej odsłon bez bloga, albo (o zgrozo) 13 200 mniej wyświetleń bez YouTube.

    Tym bardziej, że filmy na YouTube mogą być dokładnie o tym samym o czym piszesz na blogu, zatem możesz raz się przygotować do tworzenia wpisu i później to po prostu nagrać. To moja opinia 🙂

    Kto się ze mną zgadza?

  15. Bardzo dobry artykuł, sam ostatnio zastanawiałem się nad czym bardziej się skupić i jednak wybrałem youtuba.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.