Minął kolejny miesiąc, trzeba napisać kolejny odcinek raportu podsumowującego moje zarobki. To już 27. odcinek cyklu.
W lutym trafił mi się tydzień urlopu ojcowskiego, i jeden krótki wyjazd za granicę. I przez tydzień do pracy chodziłem chory, zamiast leżeć w łóżku. Trochę czasu zmarnowałem też na gry komputerowe, tym razem na Settlers II: Dziesięciolecie.I już nawet nie walczyłem o to, żeby przekroczyć te 50 wpisów. W lutym napisałem tylko 14 nowych wpisów. Czyli jeden wpis na dwa dni. Zamiast tego wolałem odpalić dwa nowe blogi.
Luty ostatecznie był znacznie gorszym miesiącem, niż styczeń, a złożyło się na to kilka czynników:
po pierwsze, był krótszy o niemal 10%,
po drugie, moje najlepsze blogi były nieco mniej popularne ze względu na sezonowe zmiany,
po trzecie, przenosiłem Drewno Zamiast Benzyny (wraz z jednym blogiem na poddomenie) z jednego hostingu na drugi, a później ostatecznie na trzeci — przez powolną aktualizację DNSów w sumie przez kilka dni były niedostępne, troszkę spadły też w SERPach.
Jest pierwszy dzień lutego, więc pora opublikować kolejny odcinek cyklu, w którym podsumowuję moje zarobki na blogach. Ten odcinek nosi numer 26.
Od kilku ostatnich miesięcy udawało mi się publikować co miesiąc ponad 50 wpisów. W styczniu mi się to nie udało. Dwa tygodnie stycznia spędziłem w domu na zwolnieniu, i niestety przy drugim zwolnieniu nie dałem już rady nadgonić opóźnień. Napisałem tylko 36 wpisów.
Zacząłem za to nowy projekt, w którym za pomocą materiału wideo będę uczyć ludzi różnych fajnych rzeczy. Mam już domenkę .edu.pl, bloga wkrótce postawię, pierwszy odcinek jest już nakręcony i zmontowany. Na razie tyle Wam musi wystarczyć, więcej szczegółów podam gdy przedsięwzięcie ruszy. Na razie powiem tylko, że jest z zupełnie innej beczki, niż ten blog.
Dalej idę ścieżką wzrostów i rekordów w AdSense. W grudniu przekroczyłem 600$. W styczniu przekroczyłem 700$. A dokładniej, to ok. 510€, bo w międzyczasie zmieniłem sobie walutę na euro. Zima to świetna pora roku dla niszy, w której mam dwa niezłe blogi. Obawiam się, że dalszych wzrostów nie będzie. Luty jest krótszy o stycznia o prawie 10%, więc i zarobki będą pewnie proporcjonalnie niższe. A marzec to już praktycznie wiosna, więc pewnie zarobki spadną. Trzeba szukać innej niszy na lato, żeby jednak coś wtedy też zarabiać.
To już 25. odcinek z cyklu opisującego moje zarobki na blogach. Podsumowanie ostatniego miesiąca i całego ubiegłego roku.
Końcówka ubiegłego roku była dla mnie naprawdę sympatyczna, zwłaszcza jeśli chodzi o AdSense. We wrześniu po raz pierwszy przekroczyłem pułap $400 zarobionych na blogach, co powtórzyłem w październiku. W listopadzie przekroczyłem ze sporym okładem $500, a w grudniu, mimo świąt, udało mi się zarobić $600 i dwukrotnie poprawić rekord dziennych zarobków.
W grudniu, pomimo wyjazdu na kilka dni w delegację i świąt, gdy trudno było mi się zmobilizować do pisania, udało mi się przekroczyć założone 50 wpisów, bo napisałem w sumie 52 wpisy (z czego aż 3 wczoraj). Ten poziom, jak widać po ostatnich trzech miesiącach, jest osiągalny, i niespecjalnie trudny do utrzymania. Bardzo pomaga mi w tym moja tabelka trzymana na Google Docs, w której notuję pomysły na artykuły i daty ostatniej publikacji. Dzięki temu widzę od razu, na który blog muszę coś napisać w najbliższym czasie. Może takie blogowanie to nie sztuka, a co najwyżej rzemiosło, ale jakoś mi to snu z powiek nie spędza. Przeczytaj cały artykuł »
Dzisiejszym wpisem zamykam dwa lata istnienia cyklu, w którym publikuję raporty dotyczące moich zarobków na blogach. Zaczynałem prawie od zera, bo pierwszy raport o zarobkach za grudzień 2007 podsumował mnie na 240 PLN. W tym miesiącu jest znacznie lepiej, bo zarobiłem niemal 2 000 PLN.
Co się zmieniło? Bloguję trochę intensywniej, ale nie jest tak, że całe popołudnia spędzam na pisaniu wpisów na blogi. W listopadzie udało mi się zbliżyć do wyniku z października, napisałem bowiem 50 wpisów. To nieco ponad półtora wpisu dziennie. Niedużo, prawda? Przeczytaj cały artykuł »
Pierwszy listopada jest dniem, który zawsze skłania do przemyśleń. To taki moment, gdy człowiek zastanawia się nad swoim życiem, nad słusznością podjętych decyzji, nad swoją przeszłością. A czasem też nad przyszłością. To taka chwila, w której (jak co miesiąc) uświadamiamy sobie upływ czasu i wypływ pieniędzy z konta. Pierwszy dzień każdego miesiąca to moment, w którym staram się opublikować raport o moich zarobkach na blogach. I dziś mi się to udało.
Muszę przyznać, że październik był dla mnie wyjątkowo produktywnym miesiącem. Napisałem bowiem w październiku aż 54 wpisy, czyli ponad trzykrotnie więcej, niż miesiąc wcześniej! Chciałbym zachować takie tempo pisania również i w kolejnych miesiącach, by potem móc ocenić, jakie ma to przełożenie na zarobki. Czy nagłe przejście z poziomu ok. 30 wpisów miesięcznie na ok. 50 wpisów podwoi moje zarobki? Na razie tego efektu nie widać.
Ten wpis jest 23. odcinkiem cyklu o moich zarobkach. Podsumowanie listopada zakończy dwa lata istnienia tego cyklu.