11
12
15

Kiedy bloger (vloger) się sprzedaje?

Kiedy bloger, albo twórca internetowego wideo zaczyna tworzyć treści we współpracy z reklamodawcami, zaczynają się pojawiać komentarze, że się sprzedał. Blogerzy przerabiali to kilka lat temu, gdy po raz pierwszy zarabiali jakieś pieniądze na blogowaniu. Na YouTube takie komentarze pojawiają się teraz.

I oczywiście są takie sytuacje, w których twórca internetowych treści (bloger czy vloger, nieistotne) sprzedaje się jakiejś marce. Ale przecież nie każda komercyjna współpraca oznacza od razu sprzedawanie się czy twórczą prostytucję.

Bo współpracować z reklamodawcami można nie rezygnując z ważnych dla twórcy wartości. Jak to robić, by nie narazić się na zarzut sprzedawania się? Kiedy ten zarzut jest uzasadniony?

Ewolucja ekosystemu reklamowego

Pierwsze pieniądze z blogowania zarobiłem na reklamie kontekstowej, a konkretniej — na reklamie z systemu Google AdSense. Miało to miejsce ponad 10 lat temu. W tamtych czasach reklama kontekstowa dopiero rozpoczynała swoją popularność i ludzie niekiedy mylili treści reklamowe z naturalnymi elementami stron internetowych. Nie bez przyczyny tekstowe odnośniki w AdSense czy Adkontekście były przecież chętnie klikane. Były podobne do zwykłych linków na blogach. 🙂

Wtedy nie miałem prawie żadnego wpływu na to, jakie reklamy się pojawiają na mojej stronie (przecież wybierał i dostarczał je automat, zupełnie ode mnie niezależny). Mogłem co najwyżej z pomocą drobnych sztuczek starać się ją jeszcze lepiej dopasować do treści bloga.

Dziś żyjemy już w zupełnie innej internetowej rzeczywistości. Z jednej strony, ja sam sporo reklam sprzedaję na moich blogach bezpośrednio. Z drugiej, ludzie nauczyli się, że w skład serwisu internetowego bardzo często wchodzą reklamy. I choć dziś coraz częściej reklamodawcy wchodzą na serwisy internetowe z użyciem różnych automatycznych narzędzi (nie tylko reklamy kontekstowej, ale także np. kupując odsłony w modelu RTB), to wciąż niektórym użytkownikom wydaje się, że każda reklama na serwisie została zatwierdzona przez jego wydawcę. I że w pewnym sensie wydawca jest odpowiedzialny za to, jaka reklama jest w jego serwisie widoczna — czy reklamodawca jest wiarygodny, uczciwy, czy można mu powierzyć swoje ciężko zarobione pieniądze.

Nic w tym dziwnego. Masa ludzi nie ma pojęcia o tym, jak funkcjonuje internetowy ekosystem reklamowy. Trudno tego od laików wymagać.

I wszystkie te wspomniane aspekty mają związek z pojęciem sprzedania się blogera.

Etyka reklamy na blogu

Im głębiej reklama zaszyta jest w treści publikowane przez internetowego twórcę, tym łatwiej narazić się na zarzut sprzedania się. Tym większą wtedy trzeba uwagę zwracać na to, żeby reklama była etyczna.

Czyli jaka?

Gdy przygotowuję teksty komercyjne (we współpracy z reklamodawcą), odwołuję się zawsze do etyki blogvertisingu. W skrócie z punktu widzenia Czytelnika sprowadza się ona do:

  • oznaczenia materiału sponsorowanego, czyli jawności współpracy,
  • mojej uczciwości i prawdomówności, czyli zgodności napisanej przeze mnie treści z prawdą.

Choćby z tego względu nie godzę się na to, by promować we wpisach produkty, co do których nie mam zaufania. Mogę nieznany mi produkt przetestować i zrecenzować, ale jeśli będzie słaby (czytaj: według mnie nie spełni oczekiwań moich Czytelników, tak jak i nie spełnił moich), zostanie rzetelnie skrytykowany.

Ale ja to mam dobrze, bo ja prowadzę tematyczne blogi i tematyczne kanały na YouTube. Dostarczam swoim Czytelnikom i Widzom treści ściśle sprofilowane. Nie tworzę materiałów rozrywkowych (czytaj: śmiesznych filmików i humorystycznych artykułów, choć w kilku zdarzyło mi się wystąpić). Współpraca w moim przypadku raczej ogranicza się do przygotowania testu jakiegoś produktu czy usługi.

Nikt więc nie płaci mi za produkt placement napoju gazowanego w moim filmie.

Choć z drugiej strony, gdyby producent takiego napoju zasponsorował mi wycieczkę do Islandii, by poznać tamtejsze elektrownie geotermalne, nawet bym się nie zastanawiał.

Jeśłi mam okazję przygotować świetny materiał tylko dzięki temu, że ktoś mi to zasponsoruje, nie będę się wahać. Uzgodnię z klientem taką formę komunikacji, by była strawna dla Was, korzystna dla niego, a mnie sensownie wpisywała się w materiał.

Na tym zresztą polega praca wielu pełnoetatowych twórców internetowych treści, zwłaszcza wideo (gdzie łatwiej o duże zasięgi i budżety). Mimo to, kończy się to niezrozumieniem widzów i powstawaniem materiałów takich, jak poniższy.

Z czego to wynika?

Mam wrażenie, że po prostu YouTube przechodzi dziś ten etap, który blogi przeszły kilka lat wcześniej. Blogerzy już dawno temu czytali o sobie, że się sprzedali. Trochę potrwało, zanim się sytuacja na blogach uporządkowała, a dziś takich komentarzy jest mniej.

Na YouTube też ich liczba się zmniejszy.

 

A co Ty możesz zrobić, żeby takiego komentarza nie przeczytać (i co ważniejsze, żeby nie wywołać swoją współpracą negatywnych odczuć u Czytelników lub Widzów)?

Edukuj ich i pilnuj etyki blogvertisingu. Oznaczaj materiały powstałe we współpracy z reklamodawcami. Niech ludzie widzą, że ich jakość nie jest gorsza, od zwykłych treści. Niech czują, że i oni na tej współpracy korzystają

Autor:Krzysztof Lis |
Wpisy powiązane tematycznie:

17 komentarzy do artykułu “Kiedy bloger (vloger) się sprzedaje?”

  1. Moim zdaniem, to zbyt dużo szumu o nic. Osoby piszące o „sprzedawaniu się” piszą to z automatu, byle by coś skrytykować. Cały świat funkcjonuje na komercyjnej współpracy z markami. Wystarczy spojrzeć na sport, gdzie bez pieniędzy sponsorów kluby daleko by nie pociągnęły z obecnym poziomem wydatków. Trzeba robić swoje.

  2. @Łukasz: problem w tym, że w rozumieniu sporej części ludzi jest ogromna różnica, między występami sportowca w koszulce sponsora, a pojawieniem się puszki napoju gazowanego na filmie na YT…

    Na czym ta różnica polega, nie wiem.

    Rozumiałbym, gdyby komentarze „sprzedałeś się” pojawiały pod filmami zatytułowanymi „ten napój gazowany jest najlepszy i pijcie go”, ale w innym przypadku?

  3. Moim zdaniem blogosfera jednak nieco różni się od vlogosfery (nie wiem czy jest takie słowo). Nie jestem aż tak na bieżąco z youtuberami, ale jak już trafiam na jakiś „popularny” film na youtube, jakiegoś „popularnego” youtubera to często odnoszę przykre wrażenie, że zabłądziłem.

    Odnoszę wrażenie, że poziom intelektualny czytelników blogów jest o niebo wyższy niż przeciętnego użytkownika YT, niestety. Stąd też ta, jak to ktoś ładnie określił, „cebula” w komentarzach i teksty o „sprzedawaniu się”

  4. @drugi Łukasz: ponoć na YT jest więcej dzieciaków i młodzieży, bo treści wideo są dla nich łatwiej przyswajalne.

    Widzę to w najbliższym otoczeniu. Mój syn blogów nie czyta, a filmy na YT ogląda.

    Nie wiem jednak, których z popularnych youtuberów masz na myśli.

  5. Biorąc pod uwagę vlogerów jak PewDiePie który został kupiony przez Disneya i zarabia miliony $ na grach wg. mnie wystarczy otwarcie o tym mówić. YT to dla wielu już praca, więc dlaczego mieliby się nie „sprzedawać”?

  6. Dodam tylko jedną istotną kwestie, aby móc się sprzedać, trzeba najpierw osiągnąć pewien pułap oglądalności/czytelnictwa. Jeżeli zechcesz się sprzedać już na samym początku swojej przygody z blogowaniem/vlogowaniem to działasz tylko na swoją szkodę. Było o tym już pisane wielokrotnie, ale sam popełniłem ten błąd, więc wolę przestrzec innych.

  7. Nie widzę problemu. Przeważnie jest tak, że tych krzykaczy jest 1% albo mniej, tyle, że głośno krzyczą.

  8. Dopóki gość wyraża własne zdanie, a nie takie, za które mu płacą to jest ok. Jeżeli mówi to co mu każą to traci wiarygodność i dla mnie też oglądalność. Na dłuższą metę strzela sobie w kolano, bo reputację buduje się długo, a można ją stracić jednego dnia.

  9. Tak się złożyło, że akurat dzisiaj obejrzałem ten filmik na YT, a w poszukiwaniu informacji o newsletterach trafiłem na Twoją stronę.

    Ostatnio obejrzałem fajne wideo o tym, że jeżeli robisz coś za darmo, prowadzisz jakąś inicjatywę to nagle masz mnóstwo fanów, osób chętnych do pomocy, ale jak już zaczyna się delikatna „komercja” to pojawia się to klasyczne „sprzedanie się”.

    Moim zdaniem nie ma tym się w ogóle co przejmować. Zdecydowana większość ludzi jest biedna, nie edukuje się finansowo, woli oglądać jakieś idiotyczne filmy które mają w większości po kilka milionów wyświetleń, niż edukacyjne gdzie liczba wyświetleń liczona jest w dziesiątkach czy setkach tysięcy. To jest właśnie odpowiedź na pytanie czemu tak wiele osób nie jest majętna – nie rozumie podstawowych praw biznesu, ekonomii, finansów czy nawet egzystencji w dzisiejszym kapitalistycznym świecie.

    Osoby które zarzucają komukolwiek, że ktoś się sprzedał założę się, że są po prostu biedne, a przez swoją życiową frustrację piszą takie ogólnikowe idiotyczne banały na temat jakiegoś sprzedania się.

    Już pomijam fakt, że bardzo duża cześć komentujących na YT to często po prostu dzieci z podstawówek które nie znają realiów prawdziwego życia. Dzisiaj panuje moda na komentowanie gier, to osiąga sukces, ale to jak wszystko przeminie jak kawały o Chucku Norrisie z 2006 roku?

  10. Hmmm… większość blogów powstaje po to by na nich zarabiać więc tak na prawdę w przypadku każdego bloga który nastawia się na zarobek (a więc zamieszcza reklamy czy teksty sponsorowane) można wysunąć taki wniosek. Ale..

    pomyślałem sobie o zespołach muzycznych, takich które grają dobrze i mają już swoją (ale nie dużą) publiczność. Nagle chce im się tej publiczności mieć więcej i komercjalizują brzmienie i same utwory w celu zwiększenia sprzedaży płyt i biletów na koncerty. Więc w przypadku blogów można to porównać do sytuacji kiedy piszemy na swoim blogu głównie o młotach pneumatycznych a nagle wrzucimy sponsorowane artykuły o doniczkach i rosnących w nich kwiatkach 😉

  11. Mnie również wydaje się, że to dużo hałasu o nic. Reklamy są teraz wszędzie, więc czemu by na nich przy okazji nie zarabiać? Masz odmówić skorzystania z wycieczki do Islandii, albo większej gotówki tylko dlatego, żeby nikt nie mógł Cię oskarżyć, o to, że się sprzedałeś? Spójrzmy prawdzie w oczy, nikt by nie odmówił tylko dlatego, że tak wypada, w rozumieniu innych. Jestem ciekawa czy osoby, które hejtują sprzedawanie się same by odmówiły przyjęcia łatwych i niemałych pieniędzy. A może to zwykła zazdrość? Bo Tobie zaproponowali, a mi nie? Nieważne. Nie ma się czym przejmować 🙂

  12. Zarzut sprzedania się jest zawsze kierowany wobec tych, którzy poprzez reklamę utracili własną niezależność. Tacy blogerzy nie wyrażają swojej opinii, lecz są tubą reklamową. Bycie specjalistą w swojej dziedzinie, tworzy pewnego rodzaju tarczę chroniącą przed takim postępowaniem – wiadomo, że szajsu taki ktoś nie zareklamuje, bo straci wiarygodność w swoim środowisku i status eksperta. Poza wiedzą istotną rolę odgrywa tu również etyka, która niestety w obecnych czasach jest w wielu przypadkach marginalizowana… Pozdrawiam ciepło. Michał.

  13. Ci co krytykują za „sprzedawanie się” to są w większości Ci,co i tak nigdy by nic nie kupili – nie przejmował bym się ich głosem. A oznaczanie reklam to oczywiście podstawa.

  14. Przy korzyściach do osiągnięcia nie ma innego wyjścia. Trzeba się sprzedać czasami, żeby żyć z pieniędzy jako blogger. wiele blogów przybrało formę mikrofirm, a związek z marką nawet najgorszy zaistnieje dopuki mozna napisać coś pozytywnego.

  15. Dziś nie ma prawie żadnych zasad w marketingu online. Każdy sprzedawany jak chce. Jaka szkoda. Jakość bardzo cierpi.

    Szczęśliwego Nowego Roku życzę!

    Maria Łukasz

  16. Według mnie o sprzedaniu można mówić tylko i wyłącznie wtedy, gdy reklamując produkt/dostając za coś pieniądze:
    -Zrezygnujemy z naszych wartości, przekonań, tego w co wierzymy, albo co wcześniej mówiliśmy
    -Kłamiemy w niej, mówimy o czymś dobrze, tylko po to, żeby dostać kasę
    W reszcie przypadków to po prostu praca, a polecanie dobrego produktu i usługi jest korzystne dla odbiorców 😉

  17. Moim zdaniem sprzedanie się, to popieranie, sprzedawanie, promowanie jak zwał tak zwał. Czegoś co jest sprzeczne z moja ideologią, poglądami, zasadami…
    w tedy można mówić o sprzedawaniu się, ale jeśli wyrażam swoją prawdziwa opinię na jakiś temat? to ja tu raczej nie widzę by się ktoś sprzedawał 🙂

    A po drugie internet to raj dla hejterów. Mogą jechać po kim chcą. I nie ma znaczenia czy ktoś się sprzedaje czy nie.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.