27
11
12

NaTemat, Onet i TVP – ile przynoszą ruchu

Tak się śmiesznie złożyło, że na przestrzeni ubiegłego tygodnia miałem okazję testować efekty wzmianki o moim blogu w mainstreamowych publikacjach. Potocznie pod pojęciem wykop efektu czy TVN efektu rozumiemy awarię strony, która przytłoczona popularnością po prostu nie była w stanie technicznie obsłużyć wzmożonego ruchu. A ja przetestowałem:

  • efekt wzmianki w artykule na Onecie,
  • efekt wywiadu z aktywnym linkiem na NaTemat.pl,
  • efekt kilkunastosekundowej wypowiedzi dla głównego wydania Wiadomości w TVP1.

I wszystko to tylko w jednej kwestii, powiązanej z moim blogiem — przy okazji newsów o nadchodzącym końcu świata.

Zaczęło się jakoś na początku listopada, gdy jeszcze nic nie zapowiadało takiej burzy. Na jednej ze stron na FB pojawił się dziennikarz, który poprosił o kontakt osoby zainteresowane tym tematem. Odezwałem się, dostałem mailem listę pytań, ładnie uzupełniłem ją o swoje odpowiedzi i wysłałem. A potem kontakt się urwał.

Później w ubiegłym tygodniu, bodaj we środę, dostałem maila, że artykuł jest już gotowy do poczytania.

We środę też rozmawiałem dobre 20-30 minut przez telefon z dziennikarką NaTemat, w tej samej kwestii. Zadała mi mnóstwo ciekawych pytań, spisała odpowiedzi i podesłała je do mnie do autoryzacji. Ja tam zrobiłem parę poprawek w miejscach, gdzie się nie zrozumieliśmy i wieczorem do niej odesłałem. Jeszcze późniejszym wieczorem wysłałem pasujące tematycznie zdjęcie do artykułu.

We czwartek o 10 pojawił się, w formie wywiadu, czego kompletnie się nie spodziewałem. Liczyłem raczej, że moja wypowiedź zostanie wykorzystana jakoś część czegoś większego, a tu okazało się, że cytat z moich słów świeci na stronie głównej portalu, linkując do  wywiadu. I tak przez całe dwie godziny. Z niezbyt fortunnym (choć przyciągającym uwagę) zdjęciem.

Wywiad, jak widzicie, podaje adres mojego bloga w zajawce, linkuje do niego z drugiego akapitu i do kolejnego mojego bloga linkuje gdzieś z dolnej części (w jednym z pytań pojawia się odnośnik do jednego z wpisów). Opublikowany został ok. godziny 10, a na samej górze strony głównej (z nieco cudacznym obrazkiem) wisiał sobie przez ok. 2 godziny.

Ruch we czwartek był bardzo intensywny, znacznie bardziej, niż kiedykolwiek w historii tego bloga. W najlepszym momencie zaobserwowałem na blogu ok. 30 osób. Ale jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby akurat wtedy zrobić zrzut ekranu z Analytics. Na ten pomysł wpadłem dopiero później.

Ruch z NaTemat.pl łatwo oszacować, bo widać go jako odesłany przez tę witrynę. Od momentu publikacji artykułu we czwartek do teraz, miałem stamtąd nieco ponad 300 odwiedzin.

Trudniej jest oszacować ruch z Onetu, bo tu nie było aktywnego odnośnika do mojego bloga. Widać tylko zmiany na ruchu bezpośrednim (ktoś wpisał adres bloga w przeglądarce):

Oceniam, że było to ok. 510 osób. Kolejne 140 odwiedzających trafiło na bloga wpisując jego nazwę (lub fragment) w wyszukiwarce.

I tak upłynął mi czwartek, piątek, aż w sobotę zadzwoniła do mnie asystentka redaktorki z TVP 1, z pytaniem, czy nie zechcę się wypowiedzieć do materiału dla głównego wydania wiadomości. Oczywiście się zgodziłem, bo chyba nie sądziliście, że może być inaczej? 😉

Ekipa przyjechała do mnie do domu ok. 14, porozmawialiśmy przez kilkanaście minut, ale wyraźnie moje odpowiedzi nie przypasowały redaktorce materiału. Może moje wypowiedzi były zbyt mało szalone, bo do materiału (można go obejrzeć tu, zaczyna się od 16:55 min.) trafiłem ledwie na kilkanaście sekund. Ale za to zostałem porządnie podpisany, adresem mojego bloga.

Ruch z tego źródła najlepiej widać na wykresie godzinowym całego ruchu.

Nauczony wcześniejszym doświadczeniem, w sobotę przygotowałem „pułapkę” na nowych odwiedzających, żeby zapisywali się na newsletter i rzeczywiście sporo nowych subskrypcji przybyło. Trzeba to jednak było zrobić znacznie wcześniej…

A co zrobić, by pojawić się w artykule czy programie telewizyjnym? Przede wszystkim trzeba zapracować na wizerunek eksperta pisząc ciekawego i poczytnego bloga. Przyda się też parę sztuczek, o których wspominam w swoim szkoleniu o budowie własnej marki za pomocą bloga.

Autor:Krzysztof Lis | Tagi:



Wpisy powiązane tematycznie:

14 komentarzy do artykułu “NaTemat, Onet i TVP – ile przynoszą ruchu”

  1. Muszę przyznać, że liczby mnie trochę rozczarowały ;/

  2. Bo i tematyka serwisu mało atrakcyjna dla przeciętnego zjadacza chleba z mrożonego ciasta. 😉

  3. Liczby ogólnie nie są duże, ale patrząc na skok, jako wzrost procentowy, to już robi wrażenie.

  4. […] Jestem zbyt dobry, by czytać jego bloga. Nie, nie przechwalam się – ja to po prostu wszystko wiem i stosuję. Ale bynajmniej nie uważam Krzyśka za lamera piszącego pod gimbazę (jak nie przymierzając… Wy już wiecie sami kto). Krzysiek to “solidna firma” – powinien jego bloga taką odznakę dostać. Jest systematyczny i bardzo transparentny – dokładnie opisuje każde zdarzenie mające wpływ na wzrost ruchu i zarobków. Ot, choćby coś tak nudnego: http://zarabianie-na-blogu.pl/natemat-onet-i-tvp-ile-przynosza-ruchu/ […]

  5. W porównaniu do „wykop efektu” to nawet nie można tego nazwać czkawką 🙂 No ale ciężko, żeby po materiale trwającym chyba kilkanaście sekund przyciągnąć tysiące nowych ludzi. Z artykułu sponsorowanego wyświetlanego na głównej onetu też zupełnie inaczej to wygląda 🙂

  6. Nie ma co się dziwić. Przecież telewizja to inny target. W TV procent ludzi zainteresowanych „nowinkami w internecie” jest znikomy, podobnie na onecie, tam się wchodzi rano przeczytać newsy i pooglądać ładne kobiety. Wykop to jż troche inni czytelnicy, bardziej świadomi. Co innego gdybyś miał bloga z zdjęciami ze Smoleńska, wtedy materiał w tv czy onetopodobnych portalach spowodował by pewnie zadyszke serwera;)

  7. Teraz to zostałeś już celebrytą na 100% 🙂 Choć liczby nie porażają, to uważam, że to i tak niezły sukces. Moje gratulacje!

  8. Cholernie słaby efekt podlinkowania na takich (popularnych) stronach. Z 250 lub więcej przy dobrym, zachęcającym wpisie można wyciągnąć z własnego fan page’a liczącego z ~ 1000 lub mniej osób :]

    A przecież taki Onet, naTemat mają znacznie większy dzienny ruch niż 1000 osób. Może to za trudny temat dla pospolitego odwiedzającego natemat i onet? 😛

  9. Wiekszosc blogow i serwisow www marzy o efekcie wykopu.

  10. Ja tam jestem zdania, że najlepszy i najlepiej przekładający się na jakieś działania jest efekt wirusowy z facebooka. Link na fanpage z ~4,5k fanów przełożył się mi na ok 12 tys odsłon i chyba 40 lajków „podłączonego” do strony fanpage. Niestety reklam adsense nie mam, ale w adtaily było ładnych kilka kliknięć.

  11. Faktycznie, niezły pomysł. Według mnie i tak nieźle wyszło.

  12. Faktycznie ostatnio również sprawdzam jak moja strona ma się w stosunku do artykułów czy innych form publikacji.

    Mocnym ruchem była GW, ale przede wszystkim ifnromacja o mojej akcji podczas meczu Skry w Atlas Arenie, ponieważ w tym momencie na stronę weszło (mobilnie) około 250 UU.

  13. Korzyści z tego niewiele, ale może za którymś razem zaproponują Ci założenie bloga i subdomenę w natemat.pl a tam pisząc ciekawie pewnie można liczyć na spory ruch 🙂

  14. Szczerze muszę przyznać ze wzrost procentowy mnie niesamowicie zaskoczył :).

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.