O precyzji i hipokryzji

Wśród czytelników mojego bloga jest sobie jeden taki człowiek, który stara się wypromować w polskiej niszy „make money online”. Jego metoda promocji polega na tym, by na blogach o ugruntowanej pozycji, o sporym zasięgu, publikować kontrowersyjne treści w komentarzach. Celem tych komentarzy jest zdobycie czytelników na własnego bloga.

O skuteczności takiej metody nie potrafię się wypowiedzieć, bo nie testowałem jej nigdy. Chyba jednak nie jest zbyt skuteczna, bo po poczynaniach tej osoby widzę, że trzeba z czasem pisać jeszcze bardziej kontrowersyjnie.

Szkoda, że czasem w poszukiwaniu tych kontrowersji ten człowiek wali na oślep, jak kulą w płot.

Ci z Was, którzy czytają nie tylko mojego bloga, ale na przykład wielokrotnie linkowanego przeze mnie bloga Marcina rentier-blog.pl, być może kojarzą osobę, która podpisuje się nickiem Christopher? Bo to właśnie jego mam na myśli. Poświęciłem mu już nawet jeden wpis na blogu, o tym jak wybić się w niszy korzystając z cudzego autorytetu. Dziś będzie drugi i ostatni.

Miłe złego początki

Historia mojej znajomości z Christopherem zaczęła się we wrześniu 2009 roku, kiedy napisał kilka komentarzy podpisując się innym nickiem, linkując do swojego bloga o prawie pracy. Później pisał komentarze w marcu 2010 roku, podpisując się jako krzysiek, tym razem linkował do bloga o nieruchomościach. Ale problemy zaczął sprawiać dopiero w lipcu, gdy postanowił założyć swojego bloga, na którym zamierzał pisać o zarabianiu w internecie. Bloga usytuował pod adresem
20ojrodziennie.blogspot.com
zatytułował go „Praca w domu, czyli jak zarobić 20 ojro dziennie. Zarabianie w internecie i niezależność finansowa dla opornych.”.

Ofensywa komentarzy

Zaraz po założeniu bloga, Christopher zaczął ofensywę komentarzy. Pisał ich po kilka dziennie pod różnymi wpisami. Przeczytał raport o zarobkach w czerwcu, po czym następnego dnia zapytał mnie pod wpisem o Nexto, ile na tym programie partnerskim zarabiam. To był ten moment, w którym uświadomiłem sobie, jaki jest jego cel. Tu dopiero zrozumiałem, że pisze komentarze nie dlatego, by o coś dopytać, tylko po to, by umieścić w komentarzu swojego linka. Przecież informację o moich zarobkach w Nexto podaję w każdym raporcie o zarobkach… 😉

Postanowiłem ugasić pożar w zarodku. Napisałem do niego maila, w którym poprosiłem, aby zaprzestał tej metody promowania się za pomocą kontrowersyjnych komentarzy u mnie na blogu.

Na jakiś czas pomogło.

Nawrót choroby

Nawrót choroby nastąpił na początku września, gdy opublikowałem raport o zarobkach w sierpniu. Christopher zauważył wtedy, że wśród moich zarobków pojawia się pozycja z zarobkami ze sprzedaży linków i systemu LinkLift. Zapytał więc, czemu „chwalę się sprzedażą linków pozycjonujących”. I się zaczęło…

Nie chcę tu powtarzać całej dyskusji ani moich argumentów, bowiem możecie sobie to obejrzeć poczynając od tego komentarza. W dużym skrócie, Christopher podsumował, że jestem ignorantem, a później zarzucił mi, że wpisałem się u niego na blogu jako „Anonimowy”. O ile pierwsze stwierdzenie, choć niegrzeczne, jest do przyjęcia (nigdy nie twierdziłem, że znam się na SEO), o tyle drugie to totalne science-fiction.

Dyskusja sprowadziła się do tego, że Christopher zdobył kilka linków, przeczytał kilka przykrych słów pod swoim adresem (i to wcale nie spod moich rąk), po czym poobrażał innych komentujących, upierając się, że pisze merytoryczne komentarze. Po czym zamilkł.

Przerzuty

Przerzuty nastąpiły teraz, w drugiej połowie października. Christopher chyba uznał, że pora ugruntować zdobytą kosztem moim i Marcina pozycję eksperta w niszy o zarabianiu w internecie i napisał kontrowersyjny wpis u siebie. Napisał wpis zatytułowany „Moje internetowe potyczki z ludzką hipokryzją”, opublikował go pod adresem
20ojrodziennie.blogspot.com/2010/09/moje-internetowe-potyczki-z-ludzka.html .

Znów zarzucił mi, że pisuję wpisy na swoim blogu i na innych pod różnymi nickami. Później sprostował, że tak naprawdę chodziło mu nie o wpisy, tylko o komentarze. I przyznał, że nie jest w stanie przedstawić żadnych dowodów na to, że napisałem u niego na blogu komentarz pod jakimś innym nickiem. Jeszcze trochę później napisał coś, co wyglądało jak przeprosiny i wycofanie się z tego zarzutu. Zaznaczył jednak, że to nie jedyny zarzut sformułowany pod moim adresem.

Zapytałem więc, jakież to inne zarzuty ma pod moim adresem, że wymienił mnie z imienia i nazwiska pisząc o mojej hipokryzji? Zapytałem, czemu ma pretensje do Marcina (że pisze o zarabianiu w internecie a nie publikuje dowodów), podczas gdy sam robi to samo? Zapytałem, czy nie uważa tego za hipokryzję?

I wtedy Christopher napisał drugi wpis. „Potyczek ciąg dalszy”:
20ojrodziennie.blogspot.com/2010/10/potyczek-ciag-dalszy.html

Mnie się tam nie chce komentować, więc pozwolę się odnieść krok po kroku do poszczególnych „zarzutów” i sformułowań z tego wpisu.

Zacznijmy może od „rentiera”.  Mianowicie zarzucam mu że prowadzi bloga o zarabianiu w internecie a sam nie zarabia – co też wiele razy przyznał. Więc różnica między nim a mną bynajmniej nie jest subtelna. Ja prowadzą bloga o zarabianiu i zarabiam w internecie (bynajmniej nie na tym blogu).

Tu pojawia się ta tytułowa precyzja, czy może raczej jej brak. W pierwszym wpisie o walce z hipokryzją, Christopher napisał:

Mój zarzut w stosunku do niego dotyczył tego że prowadzi bloga o byciu rentierem a nie jest w stanie przedstawić żadnego dowodu swoich zarobków internetowych. Ponieważ nie był w stanie zbić moich zarzutów, postanowił całą dyskusje skasować.

Teraz jednak okazuje się, że nie chodzi o dowody zarobków, tylko o to, że pisze o zarabianiu w internecie (o czym akurat nie tyle pisze, co pisuje czasami) a nie zarabia sam w internecie.

Zupełnie nie rozumiem więc tego porównania – mnie do „rentiera”. Widać zupełnie nie zrozumiałeś tematu mojego sporu z nim.

Czy nie rozumiem ja, czy Christopher, rozsądzi historia. W końcu Christopher sam twierdzi, że zarabia w internecie, podczas gdy nie podaje tego dowodów. (Ja też nie, ale czy widzieliście, bym komuś to zarzucał, nazywając go jednocześnie hipokrytą?) Co więcej, pisze, że zarabia setki euro w AdSense dzięki przeczytaniu książki o AdSense, podczas gdy te „setki euro” zarobił jedynie dwukrotnie (mam tu na myśli zamknięcie miesiąca więcej niż jedną setką euro na koncie).

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Christopher stwierdza bowiem, że moje zarabiające serwisy to wcale nie są blogi, tylko zwykłe strony informacyjne na WordPressie, a wręcz MFA (Made For AdSense).

No i tu dochodzimy do sporu fundamentalnego, czyli odpowiedzi na pytanie czym jest blog? Osobiście uważam, że blog to serwis zakładający prezentację treści w kolejności chronologicznej, ściśle powiązany z osobą autora, to jest zawierający teksty bardziej osobiste i subiektywne, niż na przykład gazeta czy portal tematyczny. Christopher zaś uważa, że blog to (zacytowana przez niego definicja z Wikipedii):

„Blogi najczęściej mają charakter osobisty i służą jako internetowe pamiętniki. Takie blogi zawierają osobiste przemyślenia, uwagi, komentarze, rysunki, a nawet nagrania – przedstawiają w ten sposób światopogląd autora”.

Co ciekawe, Christopher pisząc o moich MFA podał przykład mojego bloga o ogrzewaniu, na którym pojawiają się nagrania wideo z osobistymi przemyśleniami i komentarzami, moje rysunki, uwagi i komentarze, czyli mój osobisty światopogląd. Jak to się mówi, trafił jak kulą w płot.

Christopher twierdzi, że okłamuję Was, moi czytelnicy, pisząc, że zarabiam na blogach. Że kreuję się na guru zarabiania w internecie, podczas gdy nie zarabiam na blogach, tylko na MFA. I że upieram się przy swoim zdaniu, nie dopuszczając do krytyki. Upieram się wtedy, gdy jestem pewien, że mam rację. W tym przypadku Christopher się myli.

Ale na końcu Christopher przeszedł samego siebie, udowadniając, że rzeczywiście nie rozumie tego, co ja piszę.

Odniósł się bowiem do mojego bezpłatnego raportu o tym, jak zarobiłem na blogu 3 000 PLN w ciągu 10 miesięcy. Zacytował fragment z końca piątej i początku szóstej strony, który w całości brzmi tak:

W pierwszym tygodniu opublikowałem na blogu 8 wpisów. Wpis inauguracyjny, 2 wpisy z serwisu z artykułami do przedruku artelis.pl, i pięć wpisów napisanych własnoręcznie. Kolejne wpisy wyglądały podobnie. Przy przedruku artykułów starałem się korzystać z opublikowanych niedawno, które nie były pobierane zbyt często. Nie chciałem, żeby te publikowane u mnie wpisy miały wiele kopii w Google’u. Artelis pozwala podawać adres bloga, na którym został opublikowany przedrukowany artykuł, ale to głupota. Wskazywać Google’owi na tacy miejsce wklejenia duplikatu? Bez sensu.

Nie jest chyba trudne do ustalenia, że kontekst dotyczył pobierania artykułu przeze mnie tekstów na mojego bloga. Christopherowi też to się udało. Ale na tym jego rozumienie tej mojej wypowiedzi się skończyło. Bo później napisał:

Otóż nie jest to bez sensu. Tak to właśnie działa, że w zamian za treść linkujesz do kogoś. I Artelis nie „pozwala” ale wymaga tego w regulaminie. (…)

Czyli łamiesz regualmin Artelis.pl i jeszcze mówisz że stosowanie się do niego to głupota. Ciekawe czy autorzy byliby zadowoleni, że napisali artykuł a potem ktoś powyrzucał wszystkie ich linki ( a przecież po to te artykuły są pisane). I że ktoś propaguje takie metody.

Poza tym sam publikujesz treści w tym serwisie właśnie po to by zdobyć linki.

(…)

Hipokryzja w najczystszej postaci.

Christopher kompletnie nie pojął, co miałem na myśli. Otóż chodziło mi o sytuację, w której pobieramy artykuł. Pierwsze, co musimy zrobić, zanim dostaniemy kod do przedruku, to podanie adresu docelowego bloga, na którym przedrukowany tekst ma się pojawić. I to właśnie opisałem jako „podanie adresu bloga, na którym został opublikowany przedruk”. I to właśnie uważam za głupotę, za wskazywanie Google’owi palcem adresu stworzonego przez nas duplikatu.

Oczywiście niepozostawienie tu adresu nie narusza regulaminu Artelisa, ale tego chyba nie muszę tłumaczyć.

Podsumowując…

Jest mi niezręcznie, gdy ktoś określa mnie mianem eksperta odnośnie zarabiania w internecie czy zarabiania na blogach. Choć chciałbym móc powiedzieć o sobie, że jestem ekspertem, że znam się na czymś znacznie lepiej, niż ktokolwiek inny, prawdopodobnie nigdy nie osiągnę takiej pozycji w żadnej niszy, w których staram się produkować. I dlatego nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek na poważnie napisał o sobie, że jestem ekspertem.

I na tym może zakończmy tę niesmaczną dyskusję. Nie będę już pisał, że Christopher twierdzi, że wciskam Wam linki partnerskie opowiadając bajki, przy czym sam robi dokładnie tak samo (o czym już wspomniałem). Szkoda Waszego czasu.

A bloga Christophera dodajcie sobie do czytników RSS, może napisze coś, co się Wam naprawdę w zarabianiu na blogach przyda, skoro twierdzi, że ja nic przydatnego nie piszę. 😉

45 komentarzy do “O precyzji i hipokryzji”

  1. Krzysztof z głupotą nie wygrasz choć i tak uważam, że zbyt bardzo pomogłeś mu w promocji jego bloga umieszczając ten wpis. Swoją drogą to całkiem pokaźnych rozmiarów 😀 Nie traćmy czasu na rzeczy, które mają nam nie przynieść żadnego dochodu! 🙂

  2. Krzysiek z całym szacunkiem ale uważam Cię za osobę poważną 🙂 a Ty dajesz się prowokować i wchodzisz utarczki słowne z…. no właśnie 🙂 kim? osoba widmo 🙂

    Pozdrawiam

  3. Dokładnie – masz parę lat doświadczenia w tym co robisz, ciekawie piszesz, masz wierne grono Czytelników [w tym ja, ale komentuję tylko co jakiś czas jak „mam coś do powiedzenia” ;]] – więc po co zajmować się takimi ludźmi? Zastanawiam się jak nazwać Pana Christophera, chodzi mi po głowie słowo „troll”, ale to chyba za mocne. Odrobinkę za mocne. Tu nie chodzi o to, żeby uważać się za eksperta, bo ja przecież też nigdzie nie napiszę, że jestem ekspertem, chociaż swoją wiedzę mam. Kwestia tego, żeby zachowywać się jak ekspert i m. in. krótko ucinać bezsensowne dyskusje. Swoją drogą ciekaw jestem, czy sam zainteresowany wypowie się w tym temacie.

  4. Ja się nie dziwię, że Krzysztof musiał sobie ulżyć postem 🙂

    Sam tak całkiem niedawno miałem. Śmieszności sytuacji dodawał fakt, że osoby (małżeństwo) które chciało mnie zmieszać z błotem nie są w ogóle moją konkurencją. Moja firma świadczy offline-owe usługi ogrodniczo-rolnicze tamci sprzedają produkty z wełny swoich alpaków 🙂 Nie chodziło im również o soczki googlowe mojej strony, bo raczej nie są świadomi, że istnieje coś takiego jak pozycjonowanie…

    Wyzwali mnie od ignoranta rolniczego (co jest nieprawdą) i teoretyka (nie ukrywam tego faktu, że moje doświadczenie ogrodnicze to tylko kilka sezonów a większość moje wiedzy pochodzi z kursów/książek/netu/rozmowy z doświadczonymi ludźmi), który zwodzi młodych ludzi urokami życia na wsi (i śmie na tym zarabiać) a to tak pięknie nie jest…

    Dało się wyczuć, że nie podoba im się fakt, że jestem młody a oni już nie 🙂 No i to, że ONI mimo, że ich wiedza jest tak szeroka (co może być prawdą) a doświadczenie ponad 20 letnie (co jest najprawdopodobniej prawdą) nie uchodzą w blogosferze za ekspertów z tej (rolnictwo, ogrodnictwo, hodowla) dziedziny. Mnie to szczerze mówiąc nie dziwi, bo i jak ludzie mieliby się dowiedzieć, że oni są tacy super skoro nawet nie mają jakiegoś bloga gdzie by to opisywali czy dzielili się z ludźmi wiedzą?
    Normalnie prawie jak Wałęsa są(ten chociaż gada non stop, że to on obalił komunizm 😉

    Podsumowując myślę, że wiele do rzeczy ma (poza chęcią pozycjonowania, co w przypadku „moich” adwersarzy nie miało miejsca) również kwestia EGO. Prawie wszyscy chcemy być „samcami apha”. Niektórzy jednak nie potrafią tego kontrolować.

    @Wszyscy
    Abstrahując od przypadku Christophera, bo nie chce mi się aż tak głęboko w to wchodzić i poznawać tego konkretnego przypadku a nie chciałbym go bezpodstawnie urazić. Musimy zapamiętać o starym przysłowiu:

    „Psy szczekają, karawana jedzie dalej”. Im dalsze, większe i dłużej trwające interesy nasza karawana będzie robić, to tym większej ilości psów to się będzie nie podobać… No i będą ujadać!

  5. Ja myślę że jednak ta metoda ma niezłą moc zasięgu 😀 No dobra a tak na poważnie to Twój blog i Marcina są nielicznymi blogami w których autorzy tyle dają od siebie. I można mieć do was jedynie za to pretensje, że za dużo czasu poświęcacie bezinteresownej pracy dla czytelników. Bo przecież jak czytałem zawsze jakieś blogi o ebiznesach to by coś sensownego napisać było sprawą drugorzędną, wszędzie tylko linki partnerskie. U was jest właśnie odwrotnie….Czytając wasze teksty nabrałem respektu by nie pisać już więcej byle czego…

    Piszecie wyraźnie o swoich sukcesach jak i niepowodzeniach nie ukrywając niczego, więc gdzie tu hipokryzja…

  6. @Tomasz Kowalczyk

    Właśnie. Kto z normalnych blogerów pisze na blogu: „Ludzie słuchajta mnie bom ekspert!”

    Pisze się mądre teksty, użyteczne dla czytelnika teksty, odpowiada na pytania komentatorów i jak robi się to przez dłuższy czas (i udowodni się swoją wartość) to ludzie zaczną człowieka traktować jako eksperta. Z tym (o czym Krzysztof pisze) często wiążą się rożne profity, także finansowe…

  7. A ja uważam, że cała ta „afera” jest dogadana i wywołana jedynie po to by zwiększyć Wam oglądalność 😀 I w tym szaleństwie jest metoda 🙂

  8. @Grzegorz, Mateusz, Tomasz, Wojciech: znam powiedzenie o karawanie i szczekających psach, ale jeszcze nie nauczyłem się nie przejmować… Niby wiem, że tego rodzaju krytyka jest w pewnym sensie dowodem na to, że to co robię jest wartościowe, ale jednak mi to przeszkadza.

    @Lukasz: no ja już trochę oglądalności od Christophera dostałem, ok. 150 wizyt od kiedy opublikował pierwszy wpis. 🙂

  9. ech metoda może okazać się skuteczna, jeśli damy ją na odpowiednim wysokim poziomie.

    Osobiście wole inne środki promocji, bo wiem że przy ww. metodach część czytelników może poprzeć mnie i mojego „przeciwnika”.
    Zazwyczaj jestem pokojowo nastawioną osobą i wole milczeć niż pisać głupoty czy kogoś o coś oskarżać (chyba że baaardzo mnie zdenerwuje).

    Skuteczne jest też „wyciąganie takich brudów” ludzie lubą czytać o kłótniach, morderstwach, wypadkach itp. hehe

    Ja osobiście też nie lubię się chwalić ile zarabiam na pp czy na czymś innym – to moja prywatna sprawa. Czasami na blogu się pochwalę, jak coś mnie zaskoczy (duża prowizja, pierwsza szybka prowizja itp.), jednak ogólnie pomijam taki dowód społeczny (bo w chwili obecnej nie jest mi on potrzebny).
    Działam od dawna w MLM i tam zawsze mówiłem: „Co Ciebie interesuje jak mi idzie – patrz na swoją strukturę w dół!” (w domyśle patrz jak Tobie idzie).
    Mama mi zawsze powtarzała: „Nie patrz na innych – patrz na siebie”…wiem że internet daje możliwość podglądania i wzorowania się na innych, i siłą rzeczy dużo osób tak robi. Jednak znam kilka osób które zaczęły działać w PP tylko po przeczytaniu jakiegoś oficjalnego poradnika i zaczęły zarabiać pieniądze, więc wiem że da się i bez wzoru.

    Nie znam Christophera, widzę jednak że w zakładce O Projekcie pisze „Dziś pracuje jako SEO/SEM Specialist w jednej z krakowskich agencji interaktywnych….” więc mogę się domyśleć że albo zrobił to specjalnie, albo jest jeszcze młody i za kilka lat będzie tego żałował/będzie się z tego śmiał 🙂 (bo przecież każdy popełnia błędy)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia
    Marcin Godlewski
    http://marcingodlewski.pl/

  10. Prawda jest zawsze po środku. Do bloga Krzyśka zaglądam odkąd, szukałem pomysłu na dobre umieszczenie adsense na mojej koszmarnej stronce. Chłopaki powinniście zająć się pisaniem a nie prowadzeniem dysput.

  11. Krzysiek, nie pajacuj. Wymyślasz jakieś cele 200k, a biedni czytelnicy mają Ci dać pieniądze poprzez klikanie w reklamy. To się nazywa jałmużna! Chcesz uczciwie zarobić, to bierz łopatę i jazda!. I tłumacz się Christopherowi, bo jest z czego. Jego argumenty są z reguły merytoryczne.

    Pozdrawiam serdecznie

  12. Szczerze mówiąc również nie rozumiem czym tu się podniecać i po co robić z tego nowy wpis zamiast załatwić to emailem z autorem tego 20ojro? Chyba tak jak napisał Wojciech, musiałeś sobie ulżyć tym postem, tylko ja nie takich wpisów oczekuje wchodząc na Twojego bloga 😉

    Oby jak najmniej takich. Pozdrawiam.

  13. Zamieszczę jakiś obszerniejszy komentarz wieczorem. W tym momencie przyglądam się opiniom pozostałych komentujących.

    Widzę ze niewielu z was zadało sobie trud przeczytania o co chodzi w tym sporze. Trochę tekstu z Krzyśkiem naprodukowaliśmy wiec jesteście poniekąd usprawiedliwieni.

    Ciekaw jestem ile osób jest w stanie wyrobić sobie własne zdanie, a nie tylko ślepo podążać za czyimiś tezami.

    Cala ta sytuacja wygląda na lustrzane odbicie tego co sie dzieje w polskiej polityce. Pretensje, oskarżenia i manipulacja słowem , a merytorycznej dyskusji brak…

  14. Na przyszłość radze Ci nie mieszać się w takie dyskusje. Tylko tym karmisz trolla.

    Ciekaw jestem, czy Christopher i Sławomir to te same osoby.

  15. Wydaje mi się, że niepotrzebnie dałeś się sprowokować. Teraz czekamy na komentarz Christopher’a aka krzysiek pod tym wpisem…

    Pozdrawiam

  16. Dokładnie, marna prowokacja, widać komu nie idzie czytanie.

    „Ciekaw jestem ile osób jest w stanie wyrobić sobie własne zdanie, a nie tylko ślepo podążać za czyimiś tezami.

    Cala ta sytuacja wygląda na lustrzane odbicie tego co sie dzieje w polskiej polityce. Pretensje, oskarżenia i manipulacja słowem , a merytorycznej dyskusji brak…”

    W takim razie przeczytaj jeszcze raz komentarze między innymi Marcina, Wojtka i Piotrka.

    @Michał, masz racje.

  17. najlepszy jest argument na temat strony drewnozamiastbenzyny – to jest strona MFA bez dwoch zdan… hehe.

  18. Nie ma co bić piany i ruchu nabijać 😉 jak ktoś chce, to niech komentuje wpisy. A Ty możesz wyciąć numer i za niemerytoryczność komentarzy wrzucić im nofollow i tyle będzie z pociechy 😉

  19. Pojawiło się nowe określenie – „troll blogowy”. Gdy ktoś kogoś obraża w komentarzach i śmieci, to go kasuj. Krzysztof nie gadaj z pseudo inteligentem, który marnuje czas innych czytelników. Pozdrawiam.

  20. Albo po prostu pousuwać te komentarze niechciane, lub włączyć potwierdzanie przez admina przed wyświetlaniem komentarza i już…

  21. Ciekawy wpis i ciekawa sprawa, ale faktycznie z niektórymi osobami lepiej nie wchodzić w takie potyczki, bo szkoda zdrowia i nerwów. Widzę po komentarzach, że oboje macie swoich zwolenników i przeciwników. Taka afera między Wami to też ciekawa kampania promocyjna – być może nieświadoma, ale skuteczna

  22. Prawda jest taka, że są dwie prawdy 🙂 Z pewnością od każdego z nich można się czegoś nauczyć. Umiejętnością jest połączenie wielu źródeł wiedzy, wyciągać wnioski i poszerzać wiedze.

  23. Widać właśnie, że każdy sensowny komentarz jest podpisany co najmniej imieniem i nazwiskiem, a tylko anonimy „trollują” w komentarzach.

    @Christopher: „Widzę ze niewielu z was zadało sobie trud przeczytania o co chodzi w tym sporze.” – Z tego co widzę, to raczej Ty nie zadałeś sobie trudu przeczytania ze zrozumieniem naszych komentarzy, a w swoim rzuciłeś „na odczepkę” jakimś ogólnikiem, z którego nic nie wynika.

    @Sławomir: Nie da się sprawdzić, czy komentarze były z różnych PC. ;] Mogły zostać wysłane z urządzeń o różnych adresach IP, ale wiesz, to wszystko jest trywialne do obejścia, także nie jest to żaden dowód z Twojej strony, dopóki nie podpiszesz się jak inni imieniem, nazwiskiem i nie podasz jakiejkolwiek identyfikującej Ciebie strony internetowej.

  24. @Bremes: z mojej strony wygląda, że to Sławomir i Christopher piszą z dwóch różnych łączy internetowych. 🙂

    @Adam: nie chcę tu włączać domyślnej moderacji wszystkich komentarzy. W tej chwili do sprawdzenia trafiają komentarze ludzi, którzy mi podpadli. I tak raczej zostanie.

  25. @Tomasz Kowalczyk

    Ja nie jestem podpisany imieniem i nazwiskiem i jakoś nie troluje(a przynajmniej tak mi się wydaje).

    @Krzysztof Lis

    To, że różnią się numerem IP nic nie znaczy. W końcu od czego są serwery proxy.

  26. Szczerze się przyznam, że pogubiłem się w tym całym sporze.

    Zresztą chyba nie warto bawić się w utarczki słowne. Chłopaki, działacie w jednej branży – spotkajcie się gdzieś na piwie, obgadajcie wszystko na spokojnie i chyba nie będzie trzeba pisać takich wpisów.

    Przynajmniej ja to tak widzę.

  27. WItam wszystkich,
    jestem nowy na tym blogu i to moja pierwsza wypowiedź. Chciałbym stanąć w obronie Krzyśka. Dość niedawno skończyłem czytać jego bloga zaczynając od pierwszego wpisu (pewnie widział w statystykach, że ktoś siedzi po 8 godzin dziennie na blogu;)) i musze powiedzieć, że miano eksperta mu się należy. Podoba mi się jego styl pisania i rzeczowość umieszczanych wpisów. Dzięki niemu zmieniłem swoje nastawienie psa ogrodnika i teraz z chęcią jak wchodzę na jakąś stronę i widzę ciekawą, interesującą mnie treść to klikam w reklamy. Daję w ten sposób zarobić właścicielowi i pokazać, że jego praca nie idzie na marne. Szkoda, że na tej stronie nie ma adsense bo bym klikał za każdym razem jak tu wchodzę:) Zmienił też moje nastawienie do zarabiania w internecie. Na początku wpadłem na pomysł rozwinięcia serwisu dla polonii angielskiej i zarabiać na niej kreując się jako ekspert. Zrozumiałem jednak, że aby tak robić trzeba najpierw na to miano sobie zasłużyć. Ludzie sami muszą zdecydować czy nim jestem czy nie, a w przypadku Krzyśka myśle, że te 2000 czytelników kanału RSS nie pozostawiają wątpliwości, kto jest ekspertem;)
    Wiedza zdobyta tutaj wpłynęła też na decyzję o uruchomieniu bloga, i zrobienia z niego głównego źródła dochodu dla mojej strony. Na razie jest to niecałe 2£:)
    Nie ma się więc czym przejmować, zawsze znajdą się jacyś „życzliwi”, taka jest natura Polaków;).

  28. Swoją drogą po ilości komentarzy widać, że takie wpisy angażują czytelników. Emocje lepsze niż w Esmeraldzie czy innej Lucecicie, bo prawdziwe 😀

    Tak sobie myślę, że jak się stworzy wpis „mocno zaawansowany” i bogaty w wiedzę, to większość czytelników nie ma nic do dodania, bo się np. temat wyczerpało, czy może czytelnik nie chce wyjść na głupka, że zadaje jakieś takie proste i przyziemne pytanie. We wpisie takim jak ten KAŻDY czytelnik może coś powiedzieć, bo nie musi mieć żadnej wiedzy – może się podzielić swoją OPINIĄ, emocjami.

    U mnie po zamieszczeniu takiej odpowiedzi i ogólnie „ataku” na mnie kilku komentatorów, takich co wcześniej się nie odzywało napisało kilka słów. Może zatem jest to jakiś sposób by społeczność stworzoną wokół bloga „pobudzić” ? Osoba która raz skomentowała chyba będzie już bardziej skłonna komentować w przyszłości. To zaś może oznaczać (z zarobkowego punktu widzenia) więcej treści tworzonej przez czytelników (to chyba dobre dla wyszukiwarek jest co nie?)

    Widać, że jest kilka opcji, co ludzie mówią:
    -Christopher jest be
    -Krzysztof jest be bo się dał ponieść emocjom
    -Wujek dobra rada: nie przejmuj się Krzysztof, „karawana idzie dalej” (że zacytuję siebie 😉 )

    Zwłaszcza ostatnia opcja jest przez komentatorów lubiana, no bo czyż nie jest fajnie się pochwalić jakim się to dobrym „psychologiem” 😉 jest i jaką mundrość życiową się posiada 😉 ?

    Próbuję z tego case study zrobić, bo temat w sumie ciekawy… Fajnie by było jakby Krzysztof może jakieś statystyki przytoczył z oglądalności tego wpisu/bounce rat?

  29. Komentarz Michała jest jakby potwierdzeniem mojej teorii o tym, że emocje przyciągają komentatorów.

    @Christopher i Krzysztof
    W sumie to jest kwestia między Wami, choć nie da się ukryć, że o opinię trzeba dbać. Ludzi aż tak bardzo to IMO nie interesuje by tak dociekać prawdy i czytać kilkadziesiąt komentarzy (w rożnych miejscach i na różnych stronach).

    Myślę jednak, że takie publiczne przedstawienie problemu (na swoim blogu) od czasu do czasu jest pożyteczne, bo milczenie może oznaczać akceptacje (opinii drugiej strony).

  30. Też odniosłem takie wrażenie, że komentujący w swoich wypowiedziach kierują się chęcią bądź niechęcią do jednej ze stron, abstrahując zupełnie od treści sporu ( nieliczni zadali sobie trud przeczytania o co chodzi).

    Przez to znalazłem się na przegranej pozycji w tym „konkursie piękności”. Mój blog ma może 4 miesiące a Krzyśka z 4 lata, więc siłą rzeczy ilość czytelników którzy popierają jego a nie mnie jest większa.

  31. @Wojciech: o to właśnie chodzi, że milczenie w niektórych przypadkach oznacza akceptację nieprawdziwej informacji. I dlatego też zdecydowałem się na napisanie tego wpisu tutaj. 🙂

  32. @Christopher i Krzysztof
    Właśnie. Dlatego jak człowiek wyzywa eksperta z danego bloga, to musi to robić na tyle ostro by przyciągnąć czytelników, ale na tyle łagodnie by autor bloga nie poczuł, że autorytet mu na tyle podważasz, że musi on odpowiedzieć w osobnym wpisie 😀

    W takim wypadku to Ty musisz udowodnić, że nie jesteś wielbłądem :/ takie życie.

    To też nie jest do Ciebie osobiście Christopher. Wydaje mi się po tym i moim osobistym przypadku, że tak po prostu jest.

  33. @Wojciech

    W komentarzach na tym blogu i w wypowiedziach Krzyśka też trochę bawi mnie przypisywanie mi wyrachowania w moich działaniach. Że niby się promuje w ten sposób.

    Tak trudno uwierzyć, że jestem gościem, którego coś wkurzyło i napisał o tym?

    Ponadto wszystko z mojej strony przebiega w kulturalny sposób.

    Podoba mi się w twoich komentarzach to, że myślisz samodzielnie, czego nie można powiedzieć o wielu innych tu komentujących.

    No ale tak to już chyba jest że ludzie potrzebują kogoś kto za nich będzie myślał. Podążanie za swoim „guru”. Brrrr

  34. @Christopher: tak, trudno mi zrozumieć, że zarzucasz mi nadużywanie pojęcia „blog”, podczas gdy robisz to samo. Trudno mi zrozumieć, że zarzucasz hipokryzję innym, podczas gdy sam jesteś hipokrytą (vide polecanie książki o AdSense za pomocą nieprawdziwego stwierdzenia, że to dzięki niemu zarabiasz setki euro miesięcznie). Trudno mi uwierzyć, że może to być wynik wyłącznie niefrasobliwości z Twojej strony. Dla mnie wygląda to na celowe działanie i tyle.

  35. @Krzysztof Lis:

    Nie nadużywam pojęcia blog. Jeśli to zrobiłem to zupełnie omyłkowo. Więc trudno nazwać to nadużywaniem. Kogo ty chcesz zmanipulować? Nikt poza mną i tobą nie wie już o co chodzi w tym sporze. Chaos informacyjny, który wprowadzasz skutecznie do tego zniechęca.

    Twierdzenie, że dzięki tej książce zarabiam setki euro miesięcznie jest totalnie zgodne z prawdą. Przeczytanie jej dało mi więcej niż ślęczenie godzinami na takich stronach jak twoja.

    A może chodzi ci o to że sam tą książkę promujesz ( tutaj i w newsletterze) więc jestem dla ciebie konkurencją i chcesz mnie w ten sposób zdyskredytować żeby zwiększyć sobie sprzedaż? To jest dopiero hipokryzja.

    I tak wszystkie moje działania są celowe. Problem w tym że są to cele inne niż Tobie się wydaje.

  36. @Christopher: skoro przeczytanie książki dało Ci więcej, niż ślęczenie godzinami na stronach takich, jak moja, to bądź tak dobry i zamiast przychodzić tu po prostu czytaj książki albo inne blogi.

    Mnie dalsze uczestnictwo w tej „dyskusji” się już znudziło. Z mojej strony EOT.

  37. @Krzysztof Lis

    To że dało mi to więcej nie oznacza że muszę rezygnować z innych rzeczy. Trywializujesz.

    Rozumiem, że twoja definicja dyskusji określa sytuację w której jedna osoba mówi a inne przytakują?

    Z mojej strony również koniec tematu.

    Powtórzę tylko to co napisałem u siebie:

    Nie krytykuje wszystkich twoich działań. Wiele rzeczy które robisz jest ok, a zastrzeżenia mam do tego co wymieniłem. Na pewno jesteś przydatną osobą w blogosferze, co nie znaczy, że we wszystkim się musimy zgadzać.

  38. Przepraszam, że nie zadaję sobie trudu przeczytania całej dyskusji pod postem ,ale sądząc po krótkim przeglądzie nicków nie ma to większego sensu 😉 Uważam ze post jest jak najbardziej na miejscu i może pokaże nie tylko Christopherowi ale też kilku innym cwaniaczkom przy okazji gdzie jest ich miejsce w szeregu.
    Podziwiam zarówno ciebie jak i Marcina za ogrom wiedzy i szeroką perspektywę, jaką przekazujecie swoim czytelnikom. Bez Was blogosfera, szczególnie ta skupiona wokół tematu zarabiania w sieci (w różny sposób) byłaby gorsza niż obecnie.

    A tak na marginesie – wartościowa treść obroni się sama, więc tak czy inaczej z potyczki wyjdziesz obronną ręką 🙂 Chociaż i tak trollowanie wkurza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.