26
04
10

Nie traktujcie reklamodawcy jak wroga

Ostatnio w blogosferze (z dużą pomocą blipa) trafiłem na dwa wpisy, w których blogerzy opisywali swoje doświadczenia w kontaktach z jakąś siecią afiliacyjną. Wpisy zatytułowane „Sprzedać się, czy się nie sprzedać” oraz „Nie, dziękuję”. Blogerzy, odpowiednio Custom i Paolo, ostatecznie nie zapisali się do sieci, bo (jak stwierdzili), im się to nie opłaca.

Punkt widzenia zależy, co naturalne, od punktu siedzenia. A ja siedzę po obydwu stronach barykady. Jako zarabiający bloger i jako człowiek, który uczestniczy w organizowaniu kampanii reklamowych na blogach z punktu widzenia reklamodawcy. Zdaje mi się, że mam z tego powodu w miarę bezstronne spojrzenie na sprawę.

I są dwie ważne rzeczy, o których muszę Wam napisać. Po pierwsze — nie traktujcie reklamodawcy jak swojego wroga! O drugiej będzie w kolejnym wpisie.

Aby nam blogerom się dobrze rozmawiało z reklamodawcami, musimy zrozumieć ich punkt widzenia. A on jest prosty — oni chcą zarobić pieniądze. Chcą wydać jak najmniej na reklamę i zarobić jak najwięcej. Nam blogerom zaś zależy na tym, żeby zarobić jak najwięcej. I te dwa punkty widzenia zderzają się w trakcie organizowania kampanii reklamowej.

Custom i Paolo mają pretensję do sieci afiliacyjnej, że oferuje emisję reklam w modelu płatności prowizji za sprzedaż. Custom napisał wręcz:

Pojawia się teraz najważniejsze pytanie, które powinien stawiać sobie bloger, któremu zaoferowano trochę pieniędzy. Sprzedać się, czy się nie sprzedać? Czy zaakceptować warunki reklamodawcy i wyświetlać informacje o obcych produktach za darmo na swojej stronie? Czy podjąć ryzyko, które nazywa się “a, może się coś sprzeda!”?

Cóż, każdy bloger ma swój umysł, nawet taki samozwańczy, jak ja. I potrafię myśleć i mówić o tym, że nie podoba mi się, gdy ktoś próbuje mi zareklamować swoje produkty za darmo!

Paolo ma podobny punkt widzenia:

Opisujesz, zachwalasz ze wszystkich stron i polecasz dany produkt w swoich tekstach, za co firmy przelewają na Twoje konto prowizje. Niestety nie jest tak różowo, jak mogłoby się to wydawać. Pieniądze otrzymujesz w momencie, kiedy dany klient skorzysta z oferty danego sklepu i zakupi jeden z jego produktów. Dopiero od tej ceny naliczana są należne Ci pieniądze – wcześniej nie masz żadnej gwarancji na zysk.

Takie podejście przypomina mi trochę kopanie się z koniem czy walkę z wiatrakami. Mały bloger stoi w konfrontacji z reklamodawcą na straconej pozycji. Takie są fakty i nie mamy się co na te fakty obrażać.

Wiecie, jakie modele wynagrodzenia za reklamę są dla reklamodawców najlepsze? Przedstawię Wam je w po kolei, od tych najlepszych:

  • prowizja za zamówienie — reklamodawca wie, jaki będzie finalny koszt jego reklamy (np. 10% ceny produktu) i łatwo może ją sobie wliczyć w marżę, dzięki czemu jest bezpieczny, że nie dołoży do interesu,
  • CPS albo CPA — płatność stałej stawki za dokonanie sprzedaży — tu stawka jest stała, niezależna od wartości sprzedanego produktu, przez co trudniej wliczyć ją w marżę,
  • CPL — płatność stałej stawki za dokonanie jakiejś akcji, np. wypełnienie formularza kontaktowego — w tym przypadku wydatek wcale nie gwarantuje dokonania sprzedaży przez reklamodawcę i jego zarobku,
  • CPC — płatność za kliknięcie — daje tylko gwarancję, że klient znajdzie się w odpowiednim miejscu na stronie reklamodawcy, przekonanie go do zakupu leży po stronie sklepu, i może nie być łatwe,
  • CPM — płatność za wyświetlenia reklamy (a konkretniej za 1 000 wyświetleń) — daje pewność, że reklama będzie wyświetlona odpowiednią ilość razy, ale nie oznacza to wcale, że tę reklamę ktokolwiek zauważy, podobnie jak z reklamą w telewizji, w czasie której wychodzimy do kuchni po coś do picia,
  • płatność za konkretny okres wyświetlania — tu nawet nie mamy pewności, ile razy reklama zostaje wyświetlona, bo przecież blog może wypaść z wyników wyszukiwania albo wręcz mieć jakieś kłopoty techniczne i w ogóle nie działać.

Z punktu widzenia reklamodawcy najlepiej jest płacić prowizję. Z punktu widzenia reklamobiorcy, najlepiej jest brać pieniądze za dzień emisji reklamy, albo liczbę wyświetleń.

Jak to pogodzić?

Metod jest kilka.

AdTaily prezentuje w swoim katalogu dość szczegółowe statystyki serwisów z zainstalowanym ich widgetem. Dzięki temu, reklamodawca wie, ilu wyświetleń może się spodziewać, i finalnie ile wyniesie koszt tysiąca wyświetleń. My w YellowGreen (konkurencja z Blogvertisingu zresztą też) chcemy mierzyć statystyki bloga naszym systemem (korzystamy z Gemius Traffic), co daje podobny efekt. Dlatego znacznie łatwiej jest nam sprzedawać reklamy na tych blogach, które mamy opomiarowane, niż na tych, których statystyki dostajemy od blogerów. Jeśli nie mamy własnych wyników pomiarów, musimy brać poprawkę na to, że mogą być zawyżone — Blogvertising ładnie się na tym w ubiegłym roku przejechał, my nie zamierzamy dopuszczać do takich sytuacji.

Teraz z mojego prywatnego podwórka…

Chciałem ostatnio namówić potencjalnego klienta do zasponsorowania mi sprzętu za grubo ponad tysiąc złotych. Sprzęt opisałbym na blogu (nie tu, tylko na DZB, bo to z tamtej branży sprzęt był) i rozliczył jego koszt w reklamie na blogu:

  • linku tekstowym z bocznego paska na pół roku,
  • 12 miesiącach emisji linka tekstowego w wybranym artykule,
  • 2 miesiącach reklamy 125×125,
  • 2 reklamach w newsletterze,
  • 1 miesiącu reklamy w boksie 300×250 pokazywanym na wszystkich podstronach bloga,
  • 2 wpisach sponsorowanych (czyli w informacji o tym, że tak się dogadałem z dostawcą, i opisie / teście otrzymanego sprzętu).

Dużo? A ja wciąż miałem wrażenie, że to nie wystarczy. I faktycznie nie wystarczyło. A wiecie czemu?

Reklamodawca ostatecznie zdecydował się na mniejszy pakiet, wart nieco ponad 100 PLN. Bo nie miał żadnej pewności, że wydane przez niego pieniądze cokolwiek mu przyniosą! A ja nie miałem żadnych technicznych środków, żeby mu to zapewnić czy go o tym przekonać. Jedyne, co mi pozostało, to puścić mu tańszy pakiet i zadbać o to, by zarobił na tym jak najwięcej!

Custom pisze:

Sprzedać się, czy się nie sprzedać? Czy zaakceptować warunki reklamodawcy i wyświetlać informacje o obcych produktach za darmo na swojej stronie? Czy podjąć ryzyko, które nazywa się “a, może się coś sprzeda!”?

a przecież z punktu widzenia reklamodawcy wygląda to identycznie:

Kupić, czy nie kupić? Zaakceptować warunki blogera i wstawić mu reklamę, podejmując ryzyko „a, może coś się sprzeda”?

Miejcie to na uwadze. W końcu reklamodawca to Wasz potencjalny partner, a nie wróg.



Wpisy powiązane tematycznie:

18 komentarzy do artykułu “Nie traktujcie reklamodawcy jak wroga”

  1. Wiesz, masz rację. Bardzo dobrze zakończyłeś wpis i udowodniłeś, że reklamodawca jak i „reklamobiorca” mają całkiem podobne spojrzenie na swoje usługi.

    Obu może się to nie opłacać, a jednak jest strona, która chce spróbować.

  2. Czasem jednak jest tak, że faktycznie blogger w oczach reklamodawcy jest takim koniem pociągowym, który pociągnie biznes, a którego można spokojnie wykorzystać bez obaw o konsekwencje. I póki również i tacy reklamodawcy będą się zdarzać, taki pogląd na nich będzie funkcjonował w blogsferze.

    Z drugiej strony trafiają się i oszukujący bloggerzy – jak wtedy reklamodawca ma ryzykować, jeśli myśli, że każdy blogger chce go oszukać?

  3. A mi się wydaje, że słowo reklama pomyliłeś z czymś innym?
    Reklama to reklama. Czy na stronie w gazecie, czy na mieście na billboardzie – płaci się za powieszenie/wydrukowanie/wyświetlenie! I wydawca (gazety, bloga etc) nie powinno interesować, czy kampania wygeneruje zysk! To zajęcie kogoś innego…

  4. @Custom: mnie tylko martwi, że reklamodawcy się zniechęcą i długo nie będą się chcieli reklamować na blogach.

    @Natan: jest dokładnie tak, jak piszesz, po obydwu stronach trafiają się sępy, które chcą wykorzystać partnera za wszelką cenę. 🙁

    @matipl: dzięki za komentarz, bo przedstawiłeś w nim właśnie wzór takiej postawy, jaką tu krytykuję. Właśnie powinno Cię interesować, czy reklama wygeneruje zysk. Bo jeśli nie wygeneruje zysku reklamodawcy, to więcej on do Ciebie nie wróci i nie wygeneruje zysku Tobie.

  5. Krzysztofie myślisz bardzo płasko. Ponieważ reklama to nie tylko zysk natychmiastowy jak forsowany przez Ciebie, a może bardziej przez YellowGreen reklama za prowizje, ale co najważniejsze wyrabianie marki wśród klientów.
    Zauważ, że poważniejsze firmy interesuje szum, a nie zyski wprost…

  6. Wygląda na to, że obaj panowie chcieliby zarobić, ale już teraz, zaraz. Najlepiej by przelew był zrealizowany w momencie podpisania umowy. I oczywiście święty warunek – by nie wykonali przy tym zbyt dużej pracy.

    AdTaily i mu pokrewne serwisy maja właśnie taką przewagę nad opcjami z naliczanymi prowizjami od sprzedaży – nie trzeba przy nich nic robić.

  7. @matipl: wiadomo, że liczy się też efekt budowy marki i tak dalej. Jakoś jednak nie widać tłumów reklamodawców chętnych do budowy marki na blogach. Tych „poważniejszych” firm czy marek jest stosunkowo niewiele. Nie wyobrażam sobie, żeby mali reklamodawcy w rodzaju jednoosobowych internetowych przedsiębiorców (np. właściciele małych sklepów internetowych) wydawali lekką ręką pieniądze na „budowę marki”. Jeśli chcesz ograniczać się do reklamy wyłącznie tych dużych reklamodawców, proszę Cię bardzo. Tylko że to kończy się tym, że Ty zarabiasz mniej.

    Nie wiem skąd zarzut, że my w YG forsujemy reklamę za prowizje. My się rozliczamy z blogerami w płaskim modelu, za tydzień albo miesiąc emisji reklamy.

  8. Inaczej, to ogłoszenia w drobne w gazetach też są rozliczane za prowizje czy wyświetlenie?
    To sprawa ogłoszeniodawcy, aby tak stworzył ogłoszenie aby zainteresować i takie ceny przedstawił później telefonicznie.
    Gazeta/blog/www zrobiła swoje – zaprezentowała ofertę.

    Innym logicznym w kontekście Internetu, gdzie mamy informację zwrotną są rozliczenia za klik…
    Ale prowizja to i wyłącznie PROMOWANIE danego produktu, a nie REKLAMA.

  9. @matipl: tak, to sprawa reklamodawcy, by zadbał o konwersje i atrakcyjność reklamy. Ale Jeśli mimo jego wysiłku ta reklama czy ogłoszenie mu nie zarobi pieniędzy, więcej w tym konkretnym miejscu jej nie umieści. Ty tego nie rozumiesz, nie zgadzasz się z tym, czy po prostu trollujesz?

  10. Myślę po prostu jak firma… Jeśli mam pomysł, i on nie wypali to koszta to moja sprawa.
    A wg Twojego toku myślenia, za tępe rozumowanie firmy ma odpowiadać firma pośrednia (tutaj blog).
    Dlaczego mam odpowiadać finansowo za decyzje innej firmy? Czemu finansowo? Bo systemy prowizyjne to najczęściej JavaScript, które dorzuca mi kolejne żądanie do ładowanej strony a czas to pieniądz.

  11. @matipl: ile wydałeś w swoim życiu pieniędzy na reklamę?

    Z uporem maniaka twierdzę, że za śmieciowe miejsce reklamowe odpowiada bloger, czy tego chce, czy nie. To tak jak z gazetą, w której ogłoszeń nikt nie czyta — później nikt tam ogłoszeń nie będzie umieszczać.

  12. Jeżeli w reklamie na blogach nie będzie obustronnych korzyści ( z jednej strony godziwa zapłata, z drugiej zaś wartościowi klienci) to rzeczywiście nie ma to największego sensu. Wydaje mi się że bez sensu tu dyskutować na tym żeby jako bloger nie brać pod uwagę interesu reklamodawcy bo to także nasz interes ! Przecież wszystko opiera się na relacjach międzyludzkich, a chyba żaden z nas nie poznaje nowego człowieka po to żeby go wykiwać ?

  13. Racja Jakub.
    Ja z programami partnerskimi mam tylko jeden problem: nie lubię polecać ludziom, czegoś co sam nie uznam za dobre.
    Mnie nie satysfakcjonuje 5% prowizji od produktu, którego bym nie tknął, a co dopiero kupił.

  14. […] sa przez widget z AdTaily.com (PLBLOADTAILY0001) Na fali wzburzonej przez ostatni wpis o tym, że jako blogerzy musimy szanować reklamodawców, dziś dalszy ciąg mojego punktu […]

  15. Co niektórzy mają dziwne podejście…
    Upraszczając: reklama ma w zamierzeniu zwiększyć sprzedaż/liczbę klientów lub poinformować o wprowadzeniu na rynek nowego produktu/usługi. Jeśli tego nie robi to:
    1. Jest to zła reklama.
    2. Jest umieszczona w złym miejscu.

    Blogerowi powinno zależeć na tym, żeby reklamodawca był „dopieszczony” bo tylko taki wróci z kolejną kampanią. Ale to „dopieszczenie” nie oznacza przecież automatycznej zgody na każdą formę reklamy. Czyli: jeśli ktoś chciałby reklamować u mnie nową kawę wyświetlając banner to nie ma sprawy. Jeśli miałbym tą kawę polecać we wpisach to nie ma mowy. I nawet nie dlatego, że jestem przeciwnikiem wpisów sponsorowanych ale najzwyczajniej w świecie dlatego, że ja nie piję kawy…
    Programy afiliacyjne najzwyczajniej w świecie polegają na tym, że masz prowizję od sprzedanego produktu. Taka forma reklamy i sama w sobie nie jest zła. Powtórzę: jeśli nie jesteś przekonany co do produktu to NIE MUSISZ się godzić na reklamę. Ale to nie znaczy, że możesz olać reklamodawcę.

  16. wydaje mi się, że postawa obu zacytowanych panów wynika z ich nieznajomości tematu. zabawne było ich oburzenie, tak jak wcześniejsza DUMA, że otrzymali takiego maila z propozycją. domyślam się, że otrzymali go wszyscy blogerzy w tym kraju 🙂 (ja również). dziwne były też pretensje, że sieć nie chciała się dostosować do warunków blogera i nie wysłała mu regulaminu (sic!). a przecież wystarczyło wejść na ich stronę i go sobie przeczytać! najwyraźniej ci blogerzy uważają się za gwiazdy vel święte krowy 🙂

    co do takiej formy zarabiana. mam wątpliwości, by przy niewielkim ruchu na blogu udało się coś sensownego zarobić. wstawiłem ich widżet u siebie na miesiąc, bardziej po to aby zmierzyć skuteczność doboru produktu do treści bloga. już widzę, że klikalność jest niezła, choć na zakup nikt się nie zdecydował. podejrzewam, że po miesiącu zrezygnuję, ale traktuję to jako kolejne doświadczenie.

    póki co sieci typu At czy blogvertising wydają się najskuteczniejszym narzędziem do zarabiania niewielkich pieniędzy przez małe i średnie blogi

  17. Ten temat, czyli prostytucji blogowej, już zaczyna być męczący trochę. Fajnie, że Krzysiek opisał to z punktu widzenia reklamodawcy. Najgorsze jest jednak to, że bloger, który ma 10 uu wejść dziennie na bloga chce za reklamę 1000zł. Myślę, że trzeba być bardziej elastycznym. Lepiej sprzedać więcej reklam za mniejszą stawkę i mieć potem: kolejne kampanie, kolejnych klientów z polecenia. W takiej sytuacji, nawet lekkie zwiększenie stawki za reklamę nie będzie odczuwalne dla reklamodawcy.

  18. @niki: ja nie dostałem takiego e-maila. 🙂

    @shpyo: też sądzę, że zmiany stawki trzeba zacząć od dołu, a nie od ustalenia na początek kompletnie nierealnego poziomu, który trzeba będzie obniżać. Tym bardziej, że np. w AdTaily widać, jak popularna jest reklama na konkretnym blogu, co pomaga podjąć decyzję o umieszczeniu jej akurat tam.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.