21
09
11

Nie jest sztuką tkwić w błędzie…

Marcin, autor bloga rentier-blog.pl a ostatnio także Centrum Efektywnego Blogowania, zdecydował się zwinąć obydwa swoje dotychczasowe projekty. Przyznam, że gdyby nie wpisy na Facebooku czy czytanych przeze mnie blogach, pewnie bym tego sam nie zauważył — bo jak, skoro na rentier-bloga wchodziłem tylko przez RSS / FB?

Na jego blogu widnieje komentarz

Czasem aby ruszyć w dalszą drogę trzeba spalić za sobą wszystkie mosty.

Na Facebooku widziałem, że niektórzy z czytelników bloga Marcina nie rozumieją jego decyzji. A ja ją rozumiem doskonale i zazdroszczę mu odwagi do jej podjęcia. Bo uważam, że nie jest sztuką tkwić w błędzie, a sztuką jest w odpowiednim momencie się zorientować i odpuścić.

Przy różnych okazjach odpowiadając na pytania o to, ile mam blogów, budzę zaskoczenie pytającego odpowiedzią, że ponad 30. Tak naprawdę, to sam już nie wiem ile i powoli sam się w tym gubię. A dzieje się tak dlatego, że dopiero powoli uczę się odcinania się od moich złych pomysłów.

Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie. To jedno z praw Murphy’ego. Myślę, że równie dobrze można je sparafrazować mówiąc, że jeśli coś jest mądre, ale nie działa, to nie jest mądre. Dlatego nawet najlepszy pomysł, jeśli po wdrożeniu w życie nie działa, po prostu musiał być złym pomysłem (zakładając, że jego wdrożenie było poprawne).

Dlatego jeśli jakiś pomysł się nie sprawdza w praktyce, trzeba po prostu sobie odpuścić i szukać dalej innego rozwiązania, zamiast tkwić w błędzie i walić głową w mur. Dlatego myślę, że rezygnacja z pisania tego bloga była decyzją słuszną.

Zasada Pareto

O Zasadzie Pareto pisałem tu pewnie już kilka razy, Marcin zresztą też dość często się do niej odwoływał. W skrócie mówi ona, że za 80% efektów odpowiada tylko 20% działań. Z tego powodu, jeśli aż 20% 80% czasu, który poświęcał Marcin, dawało mu tylko 80% 20% efektów, słusznie zrezygnował z rentier-bloga.pl .

Marcin wychodził z założenia, że na blogu publikować można tylko najlepszą treść. Z tego względu pisanie na bloga, który nie przynosił mu dochodów, zajmowało mu tylko mnóstwo czasu. A skoro tak, to czy rzeczywiście warto się tym zajmować?

Jasne, jeśli blog pisany był w celu innym, niż zarabianie pieniędzy, to pewnie byłoby warto.

Co zrobić z niechcianym blogiem?

O ile rozumiem powód podjęcia decyzji przez Marcina, to ja bym postąpił nieco inaczej.

Domena istniejąca na rynku od kilku lat, do której prowadzi kilka tysięcy linków, wraz z nieźle zaindeksowaną i unikalną treścią mogła być warta sporo pieniędzy.

Dlatego ja bym raczej zrezygnował z pisania bloga i po prostu go sprzedał, wraz z treścią. Zastrzegłbym, że wciąż mam być oznaczany jako autor wpisu, ale na blogu ma być jasna informacja, że ja się już nim nie zajmuję.

Ciekawi mnie motywacja Marcina i przyczyny jego decyzji. Mam nadzieję, że będę mógł go o to kiedyś zapytać.

Autor:Krzysztof Lis |



Wpisy powiązane tematycznie:

30 komentarzy do artykułu “Nie jest sztuką tkwić w błędzie…”

  1. Szkoda, że całkiem dobry blog kończy istnienie. Niejednokrotnie czytałem wpisy Marcina, widać, że przykładał się do tego. Wydaje mi się, że przy blogu o takiej pozycji w internecie lepszym rozwiązaniem byłaby mniejsza częstotliwość dodawania wpisów, a nie definitywne kończenie działalności strony.

  2. Może i rezygnacja z pisania tego bloga była decyzją słuszną, ja nie wnikam.
    Ale dlaczego od razu wszystko kasować??

  3. Tak jakby zacierał wszystkie ślady :/

  4. „(…)a przede wszystkim odnalezienia inspiracji i swojego idealnego stylu życia w sobie, a nie w innych.” – może szuka jej w sobie właśnie? Bo chyba momentami troszkę się pogubił w różnych sposobach/pomysłach na życie… No cóż, życzę mu powodzenia.

  5. Chyba to zdanie jest nie zgodne z zasada 20/80?

    „Z tego powodu, jeśli tylko 20% czasu, który poświęcał Marcin, dawało mu 80% efektów, słusznie zrezygnował z rentier-bloga.pl ”

    bo jeśli 20% swojego czasu który poświęcał Marcin na blog dawało mu 80% efektów to dlaczego miał rezygnować?

  6. Ciekawe czy domena pójdzie na sprzedaż 🙂

  7. @Zendalor: takie rozwiązanie też nie jest najlepsze — bo tylko zmniejsza ilość czasu, który poświęcasz. Ale w dalszym ciągu musisz od czasu do czasu coś napisać. A jeśli tematem przestajesz się zajmować na poważnie, to napisanie kolejnego ciekawego wpisu jest z każdym dniem coraz trudniejsze, bo trzeba się do tego najpierw przygotowywać (co znów wymaga czasu).

    @Higins: jasne, miałem na myśli sytuację dokładnie odwrotną, co we wpisie już skorygowałem.

    @Artur: ja bym ją nawet kupił, o ile byłaby razem z treścią. Choć pewnie nie dorównałbym Marcinowi w jakości wpisów…

  8. Myślę, że czasem warto zadać sobie takie oto pytanie:

    Czy człowiek, który po latach nauki i doświadczeń dojdzie do tego, jak – tu odrobina fantazji – wytwarzać z wody złoto:

    a) będzie wytwarzał z wody złoto i cieszył się rosnącym bogactwem, metodę opatentuje i zadba, by była pilnie strzeżona przez wieki

    czy też

    b) założy bloga „jak-robic-zloto.pl” i będzie sprzedawał metodę w e-bookach po 19,99 PLN? Założy Centrum Efektywnego Robienia Złota z dożywotnim abonamentem 60 PLN od łebka?

    Niech każdy odpowie sam sobie i wyciągnie wnioski…

  9. @interjak – doprawdy świetnie to podsumowałeś. Większość tzw. „ekspertów” i guru „marketingu internetowego” zdaje sobie po prostu sprawę z tego, że najlepiej sprzedają się marzenia o bogactwie i dobrobycie…

    Żal mi zwłaszcza osób starszych, mniej obytych z internetem, wychowanych w innych czasach, którzy dają się łatwo naciągnąć na różne kursy i cudowne metody płacąc nieraz za to pieniędzmi których i tak mają bardzo mało.

  10. @interjak: ta analogia jest nie za dobra.

    Po pierwsze, metod na zarabianie w internecie nie da się opatentować.

    Po drugie, opisując te metody za pieniądze można zarobić jeszcze więcej, niż tylko, gdy się te metody stosuje.

    Po trzecie, dzielenie się z wiedzą wcale niekoniecznie oznacza budowanie sobie konkurencji, co byłoby działaniem na własną niekorzyść.

    Po czwarte, rzadko kiedy opisuje się gotowe metody, w przypadku których wystarczy nacisnąć jeden przycisk i pieniądze zarabiają się same. Takie oferty też można znaleźć, choć wtedy nikt nie sprzedaje ebooka (bo tego trzeba przeczytać, zrozumieć, no i samemu zastosować wiedzę z niego zdobyta), a raczej produkt, zestaw skryptów, najlepiej z usługą zainstalowania na serwerze, itd.

    Po piąte, jeśli ktoś dobrze skalkuluje cenę sprzedawanej przez siebie wiedzy, to może prezentować nawet takie informacje, których użycie zagrażałoby jego pozycji na rynku. Wystarczy, że cenę ustawi na takim poziomie, że to ryzyko będzie mu się opłacać.

    Na całym świecie ludzie sprzedają swoją wiedzę, którą uzyskali w procesie edukacji, samodzielnego kształcenia, czy wreszcie na własnych doświadczeniach. Nikogo nie dziwi, gdy wykładowca-teoretyk każe studentom (pośrednio) płacić za wykłady na uczelni. Za to gdy internetowy praktyk opisze jak stworzyć listę adresową i ją skutecznie wykorzystać, a potem ten opis będzie sprzedawać za pieniądze, to już ludzie zaczynają się buntować. Pewnie dlatego, że zdaje im się, że wiedza w internecie jest darmowa.

  11. Podejrzewam, że centrum efektywnego blogowania było gwoździem do trumny. Marcin albo nie sprzedał ani jednego abonamentu albo pewnie kilka.
    Można być rozgoryczonym jak coś nad czym pracowaliśmy nie wypala

    Niemniej jednak bardzo mnie dziwi decyzja o skasowaniu wszystkiego – bądź co bądź jest to w wielu aspektach dobra treść. No i można ja rzeczywiście sprzedać.

    Szkoda.

  12. @Krzysztof:

    1. Oczywiście, że metod na „zarabianie w internecie” nie da się opatentować. Gdyby ktoś zgłosił się z nimi do urzędu patentowego, zabiliby go śmiechem. I słusznie.

    2. Piszesz, że „opisując te metody za pieniądze można zarobić jeszcze więcej, niż tylko, gdy się te metody stosuje.”
    – no cóż, najwyraźniej, gdy się te metody stosuje, to się guzik zarabia, więc trzeba dorobić na sprzedaży tego, co nazywasz „wiedzą”.

    Ale proszę, nie nazywaj tego wiedzą. Bo to naprawdę, delikatnie mówiąc, nieporozumienie. I proszę też, nie porównuj dwudziestoparoletnich „e-biznesmanów” z ich e-bookami i webinarami do wykładowców akademickich. Bo w przeciwnym razie przypomni mi się stare powiedzonko o czymś, co się przylepiło do okrętu i powiedziało „płynieMY”.

  13. @interjak: nie wiem, jak Ty, ale ja wolę słuchać / czytać wykładu 28-letniego praktyka, który od 10 lub więcej lat zajmuje się marketingiem, copywritingiem, sprzedażą w internecie i tak dalej, niż 60-letniego stetryczałego wykładowcy akademickiego, który całą swoją wiedzę posiadł z książek.

    Nie twierdzę, że wszystko, co jest sprzedawane w internecie, warte jest jakichkolwiek pieniędzy. Ale podobnie jest z wykładowcami akademickimi. Są tacy, którzy mają praktyczny kontakt z wiedzą, którą wykładają. Są też tacy, którzy całą swoją wiedzę zdobyli z książek i nie wnieśli do swojej dziedziny absolutnie niczego.

    Nie ma się co obrażać na ludzi, którzy skutecznie sprzedają swoją wiedzę w najróżniejszy sposób: szkoleń, webinarów, e-booków, itd. Nie ma się co obrażać, że lubią pieniądze i zamiast tylko stosować swoją wiedzę w praktyce, chcą jeszcze zarobić na jej sprzedaży. Zawsze można na tym zarobić dodatkowe pieniądze.

  14. @Krzysztof – no cóż, jesteś w wieku mojego syna, więc Ci się nie dziwię. To się z biegiem lat zmieni, zobaczysz 🙂

    Jesteśmy z różnych pokoleń i światów, mamy skrajnie różny pogląd na tę samą sprawę i nikt nikogo nie przekona. Ja mogę Ci tylko na koniec przytoczyć moje ulubione dalekowschodnie powiedzenie, które wręcz perfekcyjnie oddaje to, co myślę o „e-biznesmanach” z ich e-bookami:

    Ci, którzy wiedzą – nie mówią. Ci zaś, którzy mówią – nie wiedzą.

    Serdeczności.

  15. Dla mnie to wielka dziecinada, znana z podwórka (mam focha, to idę do domu).
    Likwidacja bloga (zamiast np. blokada komentowania) i konta na Twitterze… Tak w życiu jak i biznesie się nie postępuje.

  16. Też mam wrażenie, że chodzi o Centrum Blogowania i mierne efekty jakie osiągnął, co by mnie nie zdziwiło jakby sprzedał tylko kilka sztuk (a pamiętajmy, że aktywność na blogu i jego oglądalność była spora).

    Pamiętam jak napisałem do Marcina, że chciałbym umieścić u niego wpis gościnny o zarabianiu przez internet. Trochę się oburzył i powiedział, że jego społeczność jest wrażliwa na ten temat i woli nie poruszać takich tematów. Więc wiadomo co się działo jak wydał produkt…

  17. Jeśli Marcin rzeczywiście zrobił tak, jak napisał w komunikacie i zamiast korzystać z rzeczy, które działały u jego licznych guru zaczął szukać rzeczy, które działają u niego, to naprawdę jest na dobrej drodze.

    Bo co tu dużo mówić, Marcin był (jest?) niesamowicie zależny od swoich autorytetów. Nie wiem, czy rzeczywiście musiał całkowicie odcinać się od przeszłości, ale to już się stało i spekulacje nie mają najmniejszego sensu.
    Niech moc będzie z nim.

  18. No cóż, tak się kończy żywot niecierpliwych „milionerów”, którzy zaczynają od du*py strony, bo od kasy, dla tego wcześniej czy później każde takie przedsięwzięcie upadnie bo zabrakło magicznego czynnika jakim jest pasja. Z tego co słyszałem, chłopak nie miał wykrystalizowanych jakichś idei, skakał z płotka na płotek po przeczytaniu kolejnej książki, nie miał konsekwencji.
    To, że zamknął od razu bloga bez żadnego pożegnalnego wpisu, dzięki którym dałby znać innym i być może skopiowali by sobie gdzieś przydatny content który tam gromadził, uważam trochę za głupie, chciał coś pokazać, ale łezka w oku nikomu się raczej nie zakręciła, foch z przytupem.

    Tak jak ktoś wyżej napisał „Bo co tu dużo mówić, Marcin był (jest?) niesamowicie zależny od swoich autorytetów” i dzięki ci za to, trzeba robić to co działa u nas. Bodajże to samo stało się z Nikodemem Marszałkiem ze złotych myśli autorem książek „Motywacja bez granic” i „odrodzenie fenixa”, które były wybiórczym zbiorem contentu z książek bryan’a traycego, robbinsa itp. Podajże rok temu też zamknął swoją stronę i napisał coś w stylu „czas zacząć szukać nowej drogi..” .
    Jaki z tego można wniosek wyciągnąć ? Bo coś tu jest na rzeczy, to my myślimy a nie autorytet za nas i chyba właśnie ta niezależność myślenia została im odebrana. Pokaże ci drzwi ale to ty decydujesz czy je otworzysz, czy pociągniesz za klamkę, czy wyrwiesz z framugą, jak uważasz, tak uważasz, bo to ty wiesz najlepiej jak będzie dla ciebie …lepiej.

    U Krzysztofa zadziałało otwarcie farmy blogów zamiast jednego konkretnego, nie słyszałem jeszcze aby ktoś takie coś robił i jako tako działa, nie wiem na ile czy akurat na tyle chce, ale buja się.

  19. W mojej opinii to każdy z nas ma jakiś projekt, który jest nieopłacalny, ponieważ zainwestowany czas się nie zwraca. Pytanie brzmi jak długo, należy czekać zanim go zamkniemy (no bo przecież zawsze za tydzień może się okazać opłacalny). Myślę, że nie ma idealnej odpowiedzi na to pytanie, bo to zależy od strony. U mnie w praktyce 3-6msc (strona jest w sieci do końca okresu wykupienia domeny).

  20. Wydaje mi się, że dezycja podjęta zbyt pochopnie, nie warto ot tak niszczyć tego, w co włożyło się choć odrobinę pracy.

    Zamiast do kosza, na zaplecze 🙂

    Pozdrawiam!

  21. Zakonczenie bloga, ktory tylko zajmuje czas, a nie daje wymiernych korzysci – ok, ma sens.
    Wywalenie strony internetowej do kosza wraz z contentem – szczyt glupoty.

  22. Również uważam że Marcin źle zrobił wywalając wszystko. Jeżeli powód był finansowy to mógł spokojnie zarabiać chociażby na linkach bo miał bardzo mocną pozycję lub też na reklamach kontekstowych.

    Wiem że nie chciał tego ale z drugiej strony tak wiele włożonej pracy za nic, w takiej sytuacji albo coś zmieniasz albo się wycofujesz. Ja uważam że mógł zmienić.

    P.S Widziałem też kilka osób nagminnie obrażających jego pracę w komentarzach, to też mógł być jeden z dodatkowych powodów

  23. Jeżeli przejmował się komentarzami, to może i lepiej, że usunął bloga. Przecież pisząc go automatycznie człowiek wystawia się na ostrzał. W komentarzach nigdy nie zauważyłem bagna czy szamba (widocznie moderacja dobrze działała i dobrze), a że ktoś nie zgadzał się z Marcinem – to było jego święte prawo.

    A co do usunięcia bloga – cóż, jego cyrk – jego małpy i my możemy sobie tylko o tym pomarudzić.

  24. Mi najbardziej szkoda wpisu o tym, jak się spakował na relokację i wrażenia z relokacji, to były moim zdaniem najwartościowsze wpisy bo oparte na doświadczeniu Marcina.

  25. Teraz ludzie szukają jego wpisów… Cwaniaczek może je teraz wszystkie wydać w postaci płatnego e-booka…

    Jeśli subskrybowaliście bloga przez RSS, to w historii powinniście mieć pełne wpisy. A gdyby wszyscy się skrzyknęli, to może udało by się odtworzyć zawartość całego bloga.

  26. @grzegorz Fakt, ja tak odzyskałem (co prawda bez zdjęć ale te i tak były ze Flickr’a 🙂 interesujące mnie wpisy.

  27. super ja mam w czytniku od sierpnia tamtego roku, dzięki za info o tym, nie wiedziałem, że google to zapisuje u siebie 😮

  28. Doskonale rozumiem taka decyzję. Ja też zamknąłem mojego bloga: dietadlafaceta.blogspot.com, bo mimo że odwiedzały go tysiące osób, to nic na nim nie zarabiałem. Posiadanie bloga nieprzynoszącego żadnych efektów jest niepotrzebną stratą czasu, bo nawet jak przestaniemy umieszczać tam nowe wpisy, to człowiek od czasu do czasu sobie o nim przypomni, wejdzie zobaczyć analizy, albo pomyśli co powinien był zrobić, żeby lepiej działało. A w tym czasie można robić coś bardziej twórczego

  29. Szkoda, że wywalił całą unikalną treść, podlinkowaną i z wejściami.
    A mógł chociażby raz na jakiś czas zamieszczać gościnne wpisy – na pewno znalazłby chętne osoby do publikacji notki zgodnej z tematyką bloga w zamian za link śródtekstowy.

  30. Sądząc po liczbie komentarzy, zamknięcie bloga jest najlepszym PR-em, jaki można sobie zrobić. Czekam tylko na pomysł wystawienia pomnika.

    Oczywiście odsłonięcie przy dźwiękach „Jan Ebizneski padł…” 😉

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.