28
04
10

Mityczna cudowna reklama CPM

Na fali wzburzonej przez ostatni wpis o tym, że jako blogerzy musimy szanować reklamodawców, dziś dalszy ciąg mojego punktu widzenia.

Dziś będzie o tym, jak to nie ma darmowych obiadów i jak to nie ma opłacalnych dla blogerów reklam CPM. Czyli diagnoza sytuacji. Oprócz tego także propozycje rozwiązań, czyli co można z tym fantem zrobić.

W poprzednim wpisie przedstawiłem Wam, jak wyglądają najlepsze modele rozliczania reklamy z punktu widzenia reklamodawcy. Dziś pora przedstawić legendarne modele reklamowe, które zdaniem wielu są najbardziej opłacalne dla nas, blogerów. Legendarne, a w zasadzie mityczne, bo z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.

Oto, jak typowy bloger patrzy na potencjalne modele wynagradzania go za emisję reklamy. Najbardziej odpowiadają mu (w kolejności od najlepszych, do najgorszych):

  • stała stawka za dzień emisji reklamy, jak w AdTaily, bo od razu wie, ile zarobi na zapaskudzeniu sobie bloga reklamą,
  • rozliczanie za wyświetlenia w modelu CPM, co jest nieco gorsze od powyższego, bo przecież to nie od niego zależy, ilu czytelników w danym dniu wejdzie mu na stronę,
  • wynagrodzenie za kliknięcia (CPC), są jeszcze gorsze, bo przecież jak ma on zapewnić, żeby ludzie klikali w te reklamy?,
  • wynagrodzenie za akcję to kolejny krok w złą stronę — tu samo kliknięcie i przekierowanie nie wystarczy, tu bloger może stracić pieniądze na przykład przez jakieś błędy na stronie reklamodawcy, które uniemożliwią czytelnikowi dokonanie tej akcji, lub zniechęcą go,
  • wynagrodzenie za zakup — tu miejsc, w których czytelnik może zrezygnować z zakupu, jest jeszcze więcej,
  • prowizja za zakup — a jeśli klient kupi coś taniego? a co, jeśli czytelnik w ogóle nic nie kupi i będę paskudzić sobie bloga reklamą za darmo?!

Szybki rzut oka na poprzedni wpis wskazuje, że jest to ta sama lista, co ostatnio, ale odwrócona. Czyli w dużym skrócie, im lepszy model rozliczania reklamy z punktu widzenia reklamodawcy (dający mu bezpieczeństwo), tym gorszy z punktu widzenia blogera. I odwrotnie.

Naturalną koleją rzeczy jest zniechęcanie się blogerów do modeli z dolnej części listy i wybieranie tych z górnej. I preferowanie przez nich na przykład modelu CPM nad modelem CPC. Stąd tytuł dzisiejszego wpisu.

Już od dawna chciałem o tym napisać, bo co i rusz zgłasza się ktoś do mnie mailem z prośbą „napisz coś o programie cpmprofit, tam podobno można zarobić”. Już kilku czytelników próbowało mi zaspamować komentarze swoimi linkami partnerskimi do tej sieci. A mnie się nawet nie chce tego programu testować, bo jestem głęboko przekonany, że on się mi nie opłaci!

Im gorszy model rozliczania reklamy dla reklamodawcy, tym większe jego ryzyko, że na reklamie straci a nie zyska. I jak sądzicie — kto ostatecznie będzie obciążony tym ryzykiem? Reklamodawca, pośrednik (sieć reklamowa), czy bloger? No to ja Was oświecę — bloger. To bloger dostanie tak niską stawkę za wyświetlenia, żeby opłacało się to i reklamodawcy, i pośrednikowi.

Wiecie, co za tym idzie? Niskie stawki prowadzą do tego, że reklamy CPM emitowane są na śmieciowych stronach, które inaczej nic by nie zarobiły. Na tych, gdzie ruch jest kiepskiej jakości, bo na przykład są to ludzie mało skorzy do wydawania pieniędzy. Albo po prostu ludzie, którzy w danym momencie szukają informacji w nie zamierzają wydawać pieniędzy na zakup czegoś. To z kolei obniża wartość reklamy w tym modelu i znów stawka się obniża. I znów kosztem blogera.

W świecie ekonomii nie ma czegoś takiego, jak darmowy obiad. Za każdy „darmowy” obiad ktoś musi zapłacić.

Na czym tak naprawdę możemy najwięcej zarobić?

Ja najbardziej lubię programy partnerskie. Uważam, że ich potencjał do zarabiania nam pieniędzy jest najwyższy. Ryzyko dla reklamodawcy jest najmniejsze, dlatego w tym modelu reklamodawca może ustalić obfitą prowizję. Tym większą część ceny produktu może przeznaczyć na wynagrodzenie dla mnie. I tak na tym zarobi, bo zapłaci mi tylko za pozytywny efekt reklamy.

Jeśli tylko miałbym wybór, z przyjemnością ograniczyłbym się tylko do różnego rodzaju programów partnerskich. Wiem, że na moich blogach jest ruch wysokiej jakości, co mam nadzieję nie jest dziełem przypadku, tylko skutkiem wysokiej jakości treści. A wysoka jakość treści i ruchu daje spore szanse na to, że moi czytelnicy zostawią u kogoś w sklepie swoje pieniądze.

Programy partnerskie dają mi jeszcze jedną cholernie ważną rzecz. Niekiedy pozwalają mi się zabezpieczyć przed tym, że sprzedawca zmarnuje szansę na przekonwertowanie gościa w klienta. Pozwalają mi przesłać do sklepu nie kogoś zainteresowanego tematem, tylko kogoś, kto chce od razu kupić ten produkt. Dzięki wykorzystaniu idei przedsprzedaży i zmianie punktu ciężkości reklamy na blogu mogę zwiększyć swoje szanse na zarobienie pieniędzy w takim programie partnerskim. O przedsprzedaży będzie więcej w jednym z kolejnych wpisów, bo to ciekawa koncepcja, którą powinniście poznać.

Dlaczego więc korzystam z innych form reklamy? Bo PP są w Polsce jeszcze w powijakach i w wielu branżach ich w ogóle nie ma. Albo nie potrafię ich znaleźć. Przecież nie będę zapychał sobie miejsca reklamowego byle PP, który nie pasuje tematycznie do mojego bloga, prawda? Zdarzają się też programy partnerskie mało uczciwe, na których mimo szczerych chęci nie można zarobić. Przykładem niech będzie PP księgarni motoryzacyjna.pl, który jeszcze rok temu stanowił dla mnie zauważalne źródło dochodu, a teraz po prostu nie działa. No ale jeśli jeden PP nie daje nam zarobić, to po prostu zmieniamy koncepcję reklamy, albo zmieniamy w ogóle program partnerski.

matipl napisał w komentarzu:

Ja z programami partnerskimi mam tylko jeden problem: nie lubię polecać ludziom, czegoś co sam nie uznam za dobre.
Mnie nie satysfakcjonuje 5% prowizji od produktu, którego bym nie tknął, a co dopiero kupił.

I z takim podejściem zgadzam się w zupełności. Mogę reklamować jakiś produkt, którego nie znam. Nie widzę w tym nic zdrożnego. Ale polecać na pewno go nie będę. Tak samo nie będę polecać produktu, który przetestowałem, i który uważam za śmieć. Opiszę go, jasno wyjaśniając, czemu nie sprostał moim oczekiwaniom. Jednocześnie podam link partnerski, bo może ktoś z moich czytelników szuka jakichś innych zalet produktu, które on akurat posiada? Tym sposobem będę żyć w zgodzie z własnym sumieniem i zarabiać trochę pieniędzy.

matipl wspomniał o tym, że nie satysfakcjonuje go 5% prowizji. Niestety, są takie nisze, gdzie większej prowizji nie da się uzyskać. Tak, czy siak, program partnerski jest metodą na wyciśnięcie największych pieniędzy z tej niszy — nie da się więcej zarobić na kliknięciach, czy wyświetleniach reklamy z tej samej niszy. Powody wyjaśniłem w poprzednim wpisie.

Nie szukajcie metod na przerabianie ruchu kiepskiej jakości na pieniądze. Nie szukajcie frajera, który zapłaci Wam za miesiąc reklamy na Waszym niepopularnym blogu. Szukajcie takiego rozwiązania, które pozwoli zarobić Wam i reklamodawcy. Bo zadowolony reklamodawca to powracający reklamodawca, czyli więcej pieniędzy dla Was. Nie róbcie sobie krzywdy zaśmiecając blogi śmieciowymi reklamami za śmieciowe pieniądze.

Autor:Krzysztof Lis | Tagi: ,



Wpisy powiązane tematycznie:

11 komentarzy do artykułu “Mityczna cudowna reklama CPM”

  1. No proszę, się mnie cytuje 😉
    W mojej wymowie 5% i „produktu, którego bym nie tknął” było łącznie… Chodziło o to, że sprzedanie się w tym wypadku za 5% jest nie wart świeczki.

    To tak naprawdę efekt tego o czym piszesz – małej popularności programów partnerskich w Polsce.

  2. A ja zaś uważam, że CPM sprawdza się, o czym świadczy popularność tego typu reklam na blogach w sieci.

    Programy partnerskie w Polsce zaś IMO kompletnie się nie sprawdzają, Polacy bowiem mają wredny zwyczaj usuwania linków partnerskich byle by tylko nie dać blogerowi zarobić. Biorąc pod uwagę skromną ilość programów tego typu polski bloger leży. A jak już programy są, to stawki prowizji są niskie, traktując blogera jak darmowego konia pociągowego dla biznesu.

    Mówisz Krzysztowie, co by nie szukać frajera, tylko poważnych reklamodawców i poważne formy reklamy. Niestety – Polska rzeczywistość jest tutaj brutalna. Na dobrej jakości blogach reklamują się frajerzy za niskie stawki, bo dla poważnych reklamodawców blogi to wciąż pamiętniczki prysztatych nastolatków. To nie blogerów trzeba zmieniać, tylko podejście reklamodawców.

    A śmieciowa reklama? No tutaj zasada jest prosta – target, target i jeszcze raz target. Bez tego każda reklama będzie śmieciowa, każdy program partnerski o tyłek rozbić, i każdy własny produkt kompletnie nie trafiony.

  3. cpmprofit – trzymajcie się od tego z daleka, sieć kojarzona głównie z warezami i forami wymiany pirackich linków. zarabiacie grosze, a wyświetlacie szemrane reklamy, na dobór których nie macie żadnego wpływu

  4. Popieram komentarz powyżej, jak najdalej od reklam z CPMProfit bo żeby cokolwiek zarobić trzeba mieć potężny ruch, reklamy zaś są syfiaste.

    Co do całego wpisu to wydaje mi się że jednak mamy trochę fajnych programów partnerskich w Polsce (Helionu, Złotych Myśli itd… ) i można na tym uciąć trochę grosza.

    Ale tak naprawdę wszystko zależy od podejścia człowieka, czy jest ono na zasadzie „jak najszybciej zarobić cokolwiek” czy najpierw dbać o markę i wizerunek eksperta (o tym już panie Krzyśku pisałeś) a dopiero potem „sprzedać się” za godziwe pieniądze.

  5. @Kuba,
    Oczywiście, te programy partnerskie nadają się dla a) osób piszących o użytkowaniu komputerów, albo b) wszystkich, którzy myślą, że na promocji kiepskich ebooków można zarobić. Nie ukrywajmy bowiem, że Złote Myśli wcale nie są wydawnictwem wysokiej jakości ;).

  6. Wodzu trudno mi nie przyznać Ci racji 🙂 Ale kiedyś rozglądałem się np. za programem partnerskim sklepu sprzedającego gry komputerowe i takie coś nawet znalazłem. Może i nie ma wielkiego wyboru ale chyba „jakiś” jest. Zawsze też można próbować pisać do właścicieli sklepów/firm może indywidualna umowa doszła by do skutku… ale to tylko takie moje gdybania 🙂

  7. @matipl: jeśli w modelu afiliacyjnym sprzedajesz się za 5%, to w modelu CPM w najlepszym wypadku za 1%. To dopiero się nie opłaca!

    @Wodzu: podejścia reklamodawców nie zmienimy, sami mając niewłaściwe podejście. 🙂

    @Kuba: ale aby taka umowa była dla sklepu/firmy atrakcyjna, musisz mieć naprawdę sporo do zaoferowania. Czyli dużo czytelników i najlepiej jeszcze rozpoznawalną markę. Wdrożenie programu partnerskiego do sklepu to nie byle co, choć rozwiązaniem jest na przykład robienie zakupów na hasło podawane przez autora bloga. Wtedy tylko trzeba w pełni zaufać właścicielowi sklepu…

  8. […] model realizowany przez AdTaily, Flat Fee, czyli stałe wynagrodzenie za określony okres emisji. Lubimy wiedzieć, ile zarobimy, zanim zaczniemy emitować reklamę. Jeśli nie Flat Fee, dobre są też i reklamy rozliczane w […]

  9. […] uniwersalny przykład takiego wpisu, więc podrzucę coś z mojego bloga. Skrytykowałem tu kiedyś chęć blogerów do emisji reklam CPM, a wcześniej opisałem, dlaczego nie powinniśmy traktować reklamodawcy jak wroga i dlaczego […]

  10. […] którego wybieram reklamy, jest więc wysokie wynagrodzenie. Wcale niekoniecznie chodzi mi tu o wynagrodzenie w modelu CPM (z takich reklam nie korzystam), równie dobrze może to być atrakcyjna prowizja od […]

  11. Og ikke jeg heller.. men jeg er faktisk prloiamfgrporktet til å heie på Molde!For en gangs skyld skal jeg se på, tror jeg. Kan jo strikke når jeg gjør det..

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.