17
03
10

Jeden blog – dwa języki

Dziś kolejna odpowiedź na pytania czytelników. Tym razem, jest to odpowiedź na dwa pytania od dwóch czytelników. 😉

Chciałbym spytać, czy warto prowadzić jednego bloga w kilku językach na kilku różnych domenach (tak, aby było jakby kilka blogów). Czy takie rozwiązanie ma sens? Moim zdaniem mogłoby się to sprawdzić, gdyż w takim wypadku można się skupić na jednej tematyce i tym samym pisać więcej.

I drugie pytanie.

Mam zamiar prowadzić jednego bloga w dwóch językach – polskim i angielskim. Oczywiście będą to dwa oddzielne blogi po to, żeby zarabiać 2x wiecej kasy. Interesuje mnie zarabianie na tym – czyli wstawianie na mojego bloga reklam itp.

Trochę doświadczenia w pisaniu blogów po angielsku mam, więc chyba będę w stanie odpowiedzieć na te pytania.

Zanim przejdę do odpowiedzi, kilka słów o tym, czego dotyczą moje anglojęzyczne blogi. Po pierwsze, mam anglojęzyczną wersję bloga o moim samochodzie kempingowym. Po drugie, kiedyś próbowałem przetłumaczyć na język angielski DrewnoZamiastBenzyny.pl. No i po trzecie, mam bloga o autonomicznym budownictwie, który po trochu łączy tematykę poruszaną przeze mnie na kilku blogach polskojęzycznych.

W teorii pomysł z pisaniem bloga w dwóch językach jest świetny:

  • mamy niewiele więcej roboty,
  • trzeba tylko przetłumaczyć gotowy już tekst, w najgorszym wypadku napisać wpis na ten sam temat od podstaw,
  • fotki zrobione do zilustrowania tematu można wykorzystać na obydwu blogach,
  • mamy znacznie więcej potencjalnych czytelników, dzięki zajęcia miejsca w anglojęzycznej blogosferze.

W praktyce, jak zawsze, nie jest już tak fajnie.

Co jest trudnego w pisaniu po angielsku?

Najważniejsze, o czym musimy pamiętać, jest to, że w anglojęzycznym internecie konkurencja jest znacznie, znacznie większa. Aby się w nim przebić trzeba mieć nie tylko świetną treść, ale też poświęcić czas na dobre zoptymalizowanie i wypozycjonowanie bloga. Z jednym i z drugim wcale nie jest tak łatwo.

O świetną treść po polsku nie jest trudno. Przecież w tym języku myślimy, czytamy i piszemy od wielu lat. Różne formy pisemnego wyrażania myśli ćwiczymy chyba od wieku 6 lat, gdy w zerówce wypisujemy pierwszą laurkę na dzień matki. 🙂 Regularnie jesteśmy z tego rozliczani, więc prędzej czy później uczymy się pisać poprawnie.

Niektórzy z nas uczą się nawet pisać ciekawie.

Z językami jest znacznie trudniej. Uczymy się ich przez kilka lat (a nie przez całe życie), poświęcając większość uwagi na kwestie wymowy, znajomości słownictwa i reguł gramatyki. Moim zdaniem nacisk na pisanie własnoręcznie tekstów w języku angielskim jest niewystarczający. Przynajmniej tak było za moich czasów, ja angielski miałem tylko przez 4 lata w liceum, bo na studiach zwolniłem się z tego języka zdając egzamin eksternistyczny. Szczęśliwie na studiach miałem też sporo przedmiotów prowadzonych w wykładowym angielskim.

Nieużywane narządy w toku ewolucji zanikają. Niewykorzystywane umiejętności — też. I dlatego mimo tego, że sporo kiedyś miałem kontaktu z językiem angielskim, dziś wcale nie przychodzi mi łatwo pisanie w tym języku.

Problematyczne może być zwłaszcza stosowanie właściwych anglojęzycznych odpowiedników używanych pojęć. Z Volkswagenem miałem problem, bo w Polsce określa się go mianem Transportera T3 (czasem niepoprawnie T2) a na zachodzie — T25 albo Vanagonem. Podobnie jest z pojęciami technicznymi. Nawet dobry słownik naukowo-techniczny nie podpowie, który odpowiednik, przykładowo, półosi czy przegubu jest najczęściej wykorzystywany na branżowych forach i blogach.

A przecież jak nie używasz właściwych pojęć, wypadasz z wyszukiwarkowego obiegu. Rozwiązanie? Dużo czytać i przyswajać sobie właściwe słownictwo.

Czy warto blogować po angielsku?

Spróbować — na pewno. Bo, jak wspomnieliśmy, wysiłek na stworzenie bloga po angielsku jest niewielki, gdy bloga się już pisze po polsku.

Autor:Krzysztof Lis | Tagi:



Wpisy powiązane tematycznie:

19 komentarzy do artykułu “Jeden blog – dwa języki”

  1. Moim zdaniem za pisanie bloga po angielsku, który ma przyciągnąć czytelników powinny zabierać się osoby biegle posługujące się angielszczyzną, bo blog pełny błędów i stylistycznie ubogi będzie tylko odstraszał tych, dla których angielski jest pierwszym językiem.

  2. To które angielskie słówko należy użyć można sprawdzić stosunkowo łatwo – trzeba każde z nich wpisać w Google i sprawdzić na które jest więcej wyników. Dodatkowo można też dodać dodatkowe słowo w celu zawężenia tematyki.

    Taką samą metodę można też zastosować szukając na forach branżowych, sprawdzając na które słowo wyszukiwarka zwraca więcej postów.

  3. Sam mam podobny dylemat, tylko nieco odwrotny – zastanawiam się, czy otworzyć polską wersję bloga angielskiego.

    Z doświadczenia jednak powiem, że super poprawna gramatyka jest nieważna tak długo, jak treść przez nas publikowana jest przydatna dla czytelników. Praktycznie każdy, to zna angielski na poziomie zaawansowanym (czyli dobrze, bez żadnych kursów, tak jak powinien znać po skończonym liceum) i potrafi przekazać swe myśli po polsku, będzie mógł pisać bloga po angielsku.

  4. Z blogiem motoryzacyjnym to nie jest jeszcze tak zle. Wystarczy czytac fora angielskie i mozna zlapac duzo zwrotow i slow. Akurat prowadze strone o VW i kiedys musialam przetlumaczyc sporo artykulow z angielskiego i niemieckiego, wiec mialam dobry trening.

    Generalnie tak jak piszesz, po prostu trzeba duzo czytac. Ja mam odwrotny problem. Niektore tematy zglebiam tylko po angielsku i trudno mi pisac o tym po polsku. Po prostu nie znam odpowiedniej polskiej terminologi. A nie czytam polskich stron na ten temat, bo nie ma na nich nic co by mnie interesowalo. Dostaje lepsza tresc na stronach anglojezycznych.

  5. @mrtom – blog pisany po angielsku nie koniecznie musi być przeznaczony dla czytelników, dla których ten język jest językiem ojczystym.

    Liczba osób, dla których angielski jest drugim lub kolejnym językiem znacznie przekracza liczbę native speaker’ów.

  6. Nie wiem jak jest z blogami technicznymi. Pewnie zdecydowanie trudniej. Ale jeśli prowadzi się bloga o bardziej „ogólnej językowo” tematyce, np. podróże, książki itd, to Google Translator całkiem dobrze daje radę. Oczywiście trzeba to i owo skorygować, ale ułatwienie i tak jest spore. Robiłem kiedyś takie testy na blogu podróżniczo-historyczno-książkowym.

  7. Mateusz Puszczyński – nie wyobrażam sobie, żeby w tematyce, o której wspominasz posługiwać się translatorem. Używanie translatora świadczy o braku znajomości języka, a jak nie znasz języka nawet nie ma sensu zakładać takiego bloga. No chyba że chcesz się znaleźć w kategorii „najbardziej nieudolne tłumaczenia z języka obcego na angielski”.

    Co do hiperpoprawności językowej, akurat na przykładzie polskiego Antyweba można stwierdzić, że nie jest to tak ważne dla czytelników jak sama treść i osobowość autora.

  8. @niki
    Uważam, że translator może być przydatny – w końcu po co mamy pisać „yes” jak może to zrobić tłumacz… Pod koniec sprawdzamy tylko, czy wszystko się kupy trzyma, małe poprawki i publikujemy.

  9. @niki
    Jestem zmuszony się bronić. Zakładamy, że mam bloga o wspomnianej tematyce, który ma kilkadziesiąt wpisów po polsku i pomysł, żeby przekształcić go w blog dwujęzyczny. Tłumaczenie „ręczne” takiej ilości tekstu zabiera naprawdę sporo czasu. Tymczasem translator załatwia za nas lwią część roboty, wystarczy jedynie przeczytać tekst i wprowadzić odpowiednie poprawki. Naprawdę nie widzę nic zdrożnego w używaniu translatora. To tak, jakby stwierdzić, że nie powinno się używać kalkulatora, bo jak ktoś nie potrafi liczyć, lepiej niech się za to nie bierze a wszystko przecież można policzyć równie dobrze za pomocą pamięci, ewentualnie kartki i ołówka.

    Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, że gdyby w języku angielskim wypowiadali się jedynie ludzie, którzy znają go perfekcyjnie, sieć byłaby dużo uboższym miejscem.

    Pozdrawiam!

  10. @wszyscy: dzięki za komentarze i dyskusję.

    Z translatorów nie korzystam. I może to błąd, bo może by mi to ułatwiło życie. Mam jednak uraz sprzed kilku lat, gdy translatory dawały syf, którego poprawienie zajmowało więcej czasu, niż tłumaczenie od zera…

    @niki: uważam, że warto pisać tak dobrze, jak tylko jest to możliwe. 🙂 Przykład AntyWeba moim zdaniem jest nietrafiony, bo ja po polsku bym się tak pisać wstydził…

    @Nathan: pełna zgoda co do przydatności — tę jednak łatwiej osiągnąć, gdy się umie pisać po angielsku. 😉

  11. Wydaje mi się, że łatwiej jest pisać bloga po angielsku i zrobić drugą wersję na polski niż na odwrót.

  12. Pisać bloga w innym języku nie jest wcale tak łatwo, oczywiście, że warto próbować, szczere chęci liczą się jak najbardziej, ale tak jak autor artykuły zaznaczył konkurencja szczególnie Anglojęzyczna jest bardzo duża. Ja z mojej strony wszystkim osobom, które zdecydują się na prowadzenie bloga w obcym języku życzę powodzenia.

  13. …faktycznie pisanie w języku obcym nie należy do najłatwiejszych, ale nie oszukujmy się, teraz właściwie każdy mniej lub bardziej włada biegle przynajmniej angielskim, wydaje mi się, ze na wystarczajacym poziomie, żeby blog był zrozumiany…

  14. Czy naprawde nie ma mozliwosci tlumaczenia?
    Trzeba manualnie kopiowac blog zeby miec w roznych jezykach?
    Wydawaloby sie, ze taka prosta opcja.

  15. Mam takie dość „laikowe” pytanie 😀

    Czy żeby zaistnieć w sieci dla tych obcokrajowców, był przez nich wyszukiwany czyli żeby nasz blog zaistniał na „zachodzie” , to wystarczy np. założyć bloga na blogger.pl i po prostu pisać go w w innym języku tytuł, treść? Heh takie pytanie mam 😛

  16. @Jarek: w teorii można czekać, aż blog spopularyzuje się sam, ale ja bym na to nie liczył.

  17. To tak jak u mnie. W pewnym momencie uznałam, że warto pisać – chociaż same przepisy ( prowadzę bloga kulinarnego, ale jego tematyka powoli się rozrasta na moje życie codzienne, czy recenzje ). Stworzenie posta na bloga zajmuje mi dzień. Wszystkie moje posty zawierają zdjęcia, których jestem autorką. Kiedy już uporam się z wpisem po polsku, nie zawsze mam siłę powtarzać się po angielsku. Myślę teraz nad tym, czy nie zaangażować do tłumaczenia kogoś z zewnątrz. Tylko jestem blogerką nie zarabiającą na łamach bloga, więc nie wiem czy wydawać dalej pieniadze za które mogłabym kupić unikatowe składniki do moich potraw. Ah te dylematy.

    P.S Trafiłam dziś na Twego bloga, szukając podpowiedzi ‚ jak zachęcić czytelników do komentowania”. Fajnie, że jesteś i fajnie, że dzielisz się swoją wiedzą. Pozdrawiam : )

  18. Wpis przydatny i ciekawy, tylko jedna fraza mnie razi – „Nieużywane narządy w toku ewolucji zanikają” to jeden z najpopularniejszych mitów pseudonaukowych funkcjonujących w społeczeństwie. 🙂 Teoria fałszywa! 😉

  19. @Kali: chętnie o tym poczytam. Podrzuć jakieś źródło.

Pozostaw komentarz

Pamiętaj tylko proszę o polityce komentarzy! Komentarze służą do wyrażania opinii na temat opublikowanego tekstu, albo zadawania pytań jego dotyczących. Nie służą do reklamowania własnych stron ani zadawania pytań nie związanych z tematem wpisu. Jeśli masz pytanie, zadaj je na forum o zarabianiu na blogach albo napisz do mnie e-maila.

XHTML - możesz użyć tagów:<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Jak zarabiam?

Na moich blogach i witrynach zarabiam między innymi sposobami podanymi poniżej.