Dziś napiszę kilka słów na temat Google Analytics — systemu darmowych statystyk, firmowanego przez Google. Wygodne w użytkowaniu i szybkie w instalacji, łatwe do zintegrowania z blogiem, o ile system blogowy oferuje możliwość edytowania kodu HTML.
Z pomocą tych statystyk można obserwować między innymi:
liczbę wizyt dziennie, stosunek gości nowych do powtórnych odwiedzin,
dane odwiedzających (rozdzielczość, prędkość połączenia, kraj i miasto pobytu),
zarobki ze strony internetowej — po pierwsze pozwala monitorować 4 cele wizyty, które można zdefiniować jako odwiedzenie konkretnej podstrony, kliknięcie w reklamę AdSense (z pomocą zewnętrznego skryptu) czy złożenie zamówienia w sklepie internetowym,
źródło pochodzenia wizyt, hasła wyszukiwane w Google,
mapę kliknięć na stronie — w które linki na stronie najchętniej klikano.
Przyznam uczciwie, że nie miałem czasu wgryźć się w te wszystkie dane, bo jest ich naprawdę ogromna ilość. Ja zaglądam na główny ekran, który wygląda tak:
Oprócz tego patrzę też z jakich haseł trafiają się wizyty na mojej witrynie i które artykuły są najczęściej czytane. Niekiedy zaglądam też na “mapkę pokrycia linkami” strony pokazującą, które linki notują kliknięcia i w jakich ilościach. Oto fragment takiej mapki:
Każdy link ma swój wskaźnik liczby kliknięć, po jego naciśnięciu pojawiają się dodatkowe informacje. Ciekawostka, ale użyteczna, bo pozwala oceniać wpływ wielkości i koloru linków na ich klikalność. Widać też od razu, na co w pierwszej kolejności zwracają uwagę goście danej podstrony (tak — można to oglądać dla każdej podstrony).
Chciałem dziś opisać również proces zakładania konta Google Analytics i jego podłączania do bloga, ale nie mogę się dostać na strony z ustawieniami konta z powodu jakiejś przerwy technicznej. Nie wiedzieć czemu, mogę oglądać same statystyki. Będzie więc o tym następnym razem.
W serwisie dobryebook.pl znalazłem dziś książkę o Google Analytics. Patrząc na spis treści spodziewam się, że jest ona wprowadzeniem do tego systemu. Wychodzi więc na to, że to lektura dla osób, które dopiero zaczynają używać Analytics. Czy warto kupić i przeczytać nie wiem, bo sam tego nie zrobiłem. Jeśli to zrobię, z pewnością jej recenzja tu się znajdzie.
Przeszukując dziś sieć trafiłem na tekst “Blog miejscem zarabiania w internecie”. Autor uważa, że kategorycznie blog nie powinien być sposobem na zarabianie pieniędzy przez umieszczanie na nim reklam czy podobne tego typu zabiegi.
Ja mam dokładnie odwrotne zdanie, w końcu moje blogi tworzę po to, by dla mnie pracowały.
Reod, autor podlinkowanego bloga uważa, że umieszczenie reklam na stronie przeczy idei prowadzenia bloga — idei dzielenia się z czytelnikiem przemyśleniami, opiniami, informacjami.
Z tą opinią się nie zgadzam, bo w moim przekonaniu fakt umieszczenia reklam na stronie nie oznacza automatycznie, że przekaz dostarczany przez autora bloga traci na wartości. Oczywiście, można się zastanawiać, czy osoba polecająca na swoim blogu zakupy w jakimś sklepie internetowym robi to dlatego, że uważa ten sklep za wiarygodny i godny polecenia czy po prostu dostaje za to wynagrodzenie…
Oczywiście, zgadzam się, że autor bloga umieszczający na swojej stronie reklamy może stracić na wiarygodności, co jednak nie oznacza, że nie można z tym walczyć. Przecież to, że mam na swojej stronie reklamy kontekstowe nie oznacza od razu, że nie jestem obiektywny, prawda?
W moim mniemaniu blog różni się od zwykłej witryny tylko i wyłącznie formą wyrażania treści, które mogą być przecież identyczne. Jest łatwiejszy w prowadzeniu, choć być może mniej wygodny w czytaniu. Zastanawia mnie, czy autor podlinkowanego przeze mnie postu ma podobną opinię w kwestii zwykłych witryn www?
Trafiłem też dziś na witrynę Ad-free blog.org, ale tej ikonki u siebie nie umieszczę.
5 komentarze(y) |
Autor: Krzysztof Lis |
Tagi: blog, reklamy
Przed świętami zamówiłem sobie z jednej z internetowych księgarni wielką paczkę z książkami. Głównie z tego względu, żeby mieć co czytać wieczorami i w drodze z domu do pracy.
Na pierwszy ogień poszła książka Andy’ego Wibbelsa “Prowadź Blog! Przewodnik dla małych firm”. Prawie 200 stron czytało się całkiem szybko, bo wydanie jest niewielkie, doskonale nadaje się do czytania w zatłoczonym autobusie…
Książka opisuje, czym jest pisanie bloga i jak się do tego zabrać. Jak wskazuje tytuł, książka skierowana jest przede wszystkim do przedsiębiorców. Mimo, że przedsiębiorcą nie jestem na zakup się zdecydowałem.
Jeśli miałbym określić jej treść, to powiedzieć można, że sprowadza się ona do wyjaśnienia, czym są blogi, czym różni się pisanie bloga od tworzenia normalnej witryny www i jak te różnice wykorzystać w działalności przedsiębiorstwa. Warto zauważyć, że książka zawiera przykłady kilku “case studies”, czyli z życia wziętych krótkich historii poszczególnych przedsięwzięć blogowych. Dodatkowo sporo miejsca poświęcono zakładaniu bloga w serwisie TypePad (czemu akurat z tego serwisu? nie mam pojęcia).
Można powiedzieć, że jest to dobra lektura dla osoby, która jeszcze nie jest przekonana, że chce blog prowadzić. Istotnie skierowana jest ona do przedsiębiorców, którzy rozważają wykorzystanie bloga do działań marketingowych i Public Relations. I moim zdaniem będąc przedsiębiorcą warto do książki zajrzeć, bo wiele osób nie zdaje sobie sprawy z możliwości wykorzystania blogów w działalności firmy.
Na koniec najważniejsza informacja — książka kosztuje 34 PLN. Warto też zauważyć, że książka wydana została w tym roku, zatem nie zdążyła się jeszcze za bardzo zdezaktualizować, co jest zmorą wszelkich książek o informatyce i internecie.
Nigdy nie przeglądam wszystkich opcji programów z których korzystam. Tak samo było z tym blogiem w serwisie Blogger/Blogspot. Dopiero dziś zauważyłem, że szablon może mieć polskie napisy i nie wymaga to edytowania go ręcznie…
Lepiej późno, niż wcale. Gdyby i Tobie ta opcja była potrzebna, znajdziesz ją w menu Settings -> Formatting -> Language.
Od razu blog wygląda bardziej profesjonalnie, prawda?
3 komentarze(y) |
Autor: Krzysztof Lis |
Tagi: blog, Blogger
System Google AdSense zawiera mechanizm filtra reklam konkurencyjnych. Z jego pomocą możemy wykluczać wyświetlanie na stronach reklam konkretnych witryn. Został stworzony, by wydawca AdSense mógł zablokować reklamę prowadzącą do jego konkurenta, która powodowałaby dla niego wymierne straty (zysk za kliknięcie, ale utrata potencjalnego klienta).
Filtr ten można jednak wykorzystywać również do… zwiększania zarobków. A przynajmniej tak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Każdy użytkownik systemu Google AdSense zdaje sobie sprawę z tego, że reklama kontekstowa nie zawsze jest dobrze dopasowana do witryny. Po części wynika to z niedoskonałości mechanizmów określania treści strony, po części z wysiłków reklamodawców uczestniczących w AdWords, którzy nie zawsze wybierają odpowiednie słowa kluczowe.
Jeśli więc prowadzisz bloga o motoryzacji a wyświetlają się często reklamy dajmy na to sklepu z kosmetykami, możesz z pomocą filtra reklam konkurencyjnych ich wyświetlanie zablokować.
Instalacja filtra jest banalnie prosta, sprowadza się do następujących kroków
w panelu AdSense klikamy Instalator AdSense -> Filtr reklam konkurencyjych -> i wybieramy interesującą nas opcję: AdSense dla treści lub wyszukiwania,
dodajemy adres witryny, do której prowadzi reklama,
klikamy “zapisz” i czekamy na efekty.
Napisałem, że czekamy na efekty, bo filtr reklam konkurencyjnych działa z opóźnieniem. Zwykle w ciągu 4h następuje uruchomienie blokady.
Trzeba wiedzieć, że w celu ustalenia adresu witryny do zablokowania NIE WOLNO klikać w reklamy na własnej stronie! Aby to zrobić należy skorzystać z Narzędzia do Podglądania Google AdSense.
Usunięcie niezwiązanej ze stroną reklamy wydaje się być dobrym wyjściem, które podniesie nam CTR (klikalność w procentach) i eCPM (wypadkowy zarobek za 1 000 wyświetleń witryny). Skoro nie pokazuje się reklama niezwiązana z witryną, klienci będą chętniej klikać w pozostałe, co da wzrost CTR i docelowo eCPM. Sprawa jednak nie jest tak prosta, jak by się zdawało na pierwszy rzut oka.
Jak pisała na swoim blogu Jennifer Slegg, usunięcie nieodpowiednich reklam z pomocą filtra wcale nie zawsze musi dawać dobre rezultaty. Niekiedy może to powodować wręcz spadek dochodów z reklam.
Można przypuszczać, że system AdSense ma na celu zapewnienie Google’owi dodatkowych zysków. Skoro tak, algorytm wybierający reklamy z pewnością wybiera te reklamy, które przynoszą największe dochody. Wydawałoby się, że oznacza to wyświetlanie reklam tego reklamodawcy, który w AdWords ustawił najwyższe CPC (stawkę za jedno kliknięcie). Ale przecież nie CPC wskazuje, które reklamy dają największy dochód…
Odpowiednim wskaźnikiem do porównywania jest nie CPC tylko eCPM, wynik pomnożenia CTR przez CPC i przez 1 000. Skoro tak, należy się spodziewać, że algorytm wybierający reklamy na stronę bierze pod uwagę nie tylko ich dopasowanie do treści strony ale również eCPM, który jest na bieżąco monitorowany. Oznaczać to może, że reklamy niezwiązane tematycznie ale z wyższym CPC mogą dawać lepsze eCPM i odwrotnie — reklamy o niższej stawce za kliknięcie ale lepszą klikalnością mogą dawać lepsze zyski.
Drugą kwestią, która może zniechęcać do korzystania z filtra, jest istnienie jednego filtra dla całego konta AdSense! Oznacza to, że mając kilka witryn na różne tematy nie masz możliwości blokowania reklam tylko na jednej z nich. A reklama źle dopasowana do witryny A wcale nie musi nie pasować do bloga B…
Ja z filtra reklam konkurencyjnych nie korzystam. Zakładam, że Google dostatecznie dobrze dba o moje dochody a reklamy witryn konkurencyjnych mi się nie wyświetlają.